piątek, 21 marca 2014

Farben Lehre kameralnie

Z okazji wiosny, która już w pełni zagościła za naszymi oknami mam dla Was niespodziankę. 16-go marca w Gomunicach odbył się koncert zespołu Farben Lehre, na który wysłaliśmy naszego redaktora do spraw specjalnych Michała Kołodziejczyka. I właśnie jego relację z tej imprezy pozwolę sobie dzisiaj dla Was zaprezentować.

"Kameralne punky reggae party"

Klub Bogart w Gomunicach to niezwykłe miejsce. Mimo iż położony jest na skraju niewielkiego miasteczka to tętni koncertowym życiem. 
Na przestrzeni ostatnich lat grała tu czołówka polskich artystów, a lokalizacja klubu poza miastem ma swoje plusy. Koncerty organizowane w Bogarcie urastają do rangi wydarzenia regionalnego. Podobnie było w przypadku występu dobrze znanej grupy Farben Lehre.
Prócz stałych bywalców, przed klubem zaparkowały samochody z Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego, Radomska, Częstochowy, Włoszczowej czy nawet z Myszkowa. Fani zjechali ze wszystkich stron przemierzając często sporo kilometrów, aby zobaczyć koncert swojej ulubionej kapeli.
Przed główną gwiazdą wieczoru, wystąpił młody zespół z wielkopolski, Usta Mariana. 


Czterech sympatycznych chłopaków starało się rozgrzać i pozytywnie nastroić zgromadzoną w Bogarcie publiczność. Ciężki chleb zespołów otwierających koncert jest powszechnie znany, jednak w tym przypadku z każdym utworem publika coraz śmielej i żywiej reagowała na muzykę dobiegającą ze sceny. Solidne brzmienie i wykonanie, punkowa energia zespołu oraz żywiołowy wokalista sprawiły, że Usta Mariana pozytywnie zapiszą się w pamięci uczestników koncertu. Oprócz własnego repertuaru, mogliśmy usłyszeć między innymi punkowy klasyk Blitzkrieg Bop z repertuaru The Ramones, wariację na temat przeboju grupy The Press – Bo jo cie Kochom (przerobione na bo jo wóde chlom) oraz balladę z kategorii tych „ulicznych” czyli piosenkę o kwiatach. Zainteresowanych twórczością zespołu, wokalista odesłał do strony internetowej na której można posłuchać utworów z debiutanckiej płyty http://ustamariana.pl/. Usta Mariana żegnane oklaskami, sprawnie spakowały swój sprzęt i tym sposobem rozpoczęło się niecierpliwe wyczekiwanie na główny punkt wieczoru.
"Cześć jesteśmy Farben Lehre, życzymy dobrej zabawy!" –przywitał się Wojtek Wojda, wokalista Farbenów. 
Set zespołu rozpoczął utwór Sztylet. Nie zwalniając tempa usłyszeliśmy Kontrasty oraz Achtung, z wydawnictwa o tej samej nazwie z 2012 roku. Od pierwszych dźwięków płynących ze sceny wiadomo było, że publika nie będzie się oszczędzała. Pogo z każdą piosenką zataczało coraz szerszy krąg wtajemniczonych i kończyło się mniej więcej w połowie sali.
Płocki zespół słynie ze swojej aktywności koncertowej i fonograficznej, w końcu wydali 13 płyt :) Jednak mimo tak dużego dorobku płytowego zespół nie zapomina o swoich starszych przebojach. Gomunicka publiczność miała okazję usłyszeć bujające Nowe Helikoptery, wykrzyczeć to co myśli o Judaszu czy pochwalić się nowo zakupionymi Spodniami z GS-u. 
 
Wobec ostatnich wydarzeń na świecie nikt nie może przejść obojętnie. Temat Ukrainy został poruszony przy okazji piosenki Snukraina. Wojtek podzielił się swoimi pragnieniami aby Ukraina w końcu zmieniła się w piekną Snukrainę. Nieco zmodyfikowany oryginalny tekst utworu, poprzez dodanie frazy o tym, że Majdan nie śpi, świetnie wyraził to co czuliśmy obserwując walkę o normalne życie naszych wschodnich sąsiadów. Lecz licho też nie śpi co potwierdziły późniejsze wydarzenia…

Zabawa trwała w najlepsze. Ze sceny popłynęły dobrze znane dźwięki takich utworów jak Pasja, Zbrodnia i wiara, Terrorystan czy Anioły i demony. Nie zabrakło również nieco spóźnionych ale szczerych życzeń dla wszystkich pań z okazji dnia kobiet. Dla damskiej części publiczności został zadedykowany kawałek Femina. Wokalista Farbenów zdradził nam, że jest poważnie chory… na całe szczęście na trzy Kolory. Młodsza część publiczności ochoczo ruszyła do zabawy słysząc charakterystyczny riff Matury. 
Nie da się nie wspomnieć o znakomitej formie zespołu, który pomimo małej przestrzeni na scenie dał niezłego czadu. Wojtek podkręcał ludzi do zabawy w swoim charakterystycznym stylu, Konrad Wojda szalał z gitarą, kilkukrotnie dzieląc mikrofon z fanami, zaś Filip Grodzki na basie oraz Adam Mikołajewski za perkusją, solidnie i równo napędzali całą koncertową maszynę.
Kto z was był w tamtym roku na Woodstocku? – padło pytanie do publiczności. O dziwo ręce podniosła 1/3 osób zgromadzonych w klubie. Jedną z głównych atrakcji zeszłorocznego Przystanku Woodstock był Projekt PUNK, przygotowany przez Farben Lehre oraz specjalnych gości. (Niebawem ma się ukazać DVD z tego koncertu, a obecnie jest dostępna płyta z klasykami polskiego i światowego punk rocka - przypis redaktora). Tym razem publiczność została zaproszona na festiwal w Jarocinie, gdzie Farbeni zaprezentują kolejną koncertową odsłonę tego projektu. Próbkę mogliśmy usłyszeć już w Gomunicach. Zabrzmiały numery z repertuaru The Analogs Pierdolona era techno, KSU Pod prąd, Defektu Muzgó Wszyscy jedziemy… z tradycyjnymi pozdrowieniami dla Siwego.

 Podczas grania utworu Armii Niezwyciężony, dało o sobie znać niezasypiające licho. W klubie wysiadł prąd. Przez ok. 10 minut w ciemności przy lekkim blasku zapalonych świec, ludzie zaczęli snuć teorie spiskowe. Niektórzy krzyczeli, że spalił się wzmacniacz, zaś co bardziej odważniejsi twierdzili że Władimir Putin odciął prąd, w odwecie za głośne wsparcie walki Ukraińców. Na szczęście, właścicielowi Bogarta, awarię szybko udało się usunąć i bisy mogły trwać dalej. 
Pożegnalnym kawałkiem tego koncertu był utwór Aura, po którym publiczność długo jeszcze oklaskiwała zespół.

Zmęczeni lecz uśmiechnięci fani, zaczęli powoli opuszczać klub. 
Niektórzy posilali się jeszcze miejscową, kuszącą zapachami pizzą, zaś co wytrwalsi czekali na autografy lub wspólne pamiątkowe zdjęcia z zespołem. Sporym zainteresowaniem cieszył się również farbenowy kramik, w którym można było nabyć między innymi takie rarytasy jak winylowe wydawnictwa ostatnich płyt.
Niedzielny wieczór w Gomunicach z pewnością trzeba zaliczyć do udanych. Farben Lehre jak zawsze zabójczo skuteczne zarazili wszystkich swoim pozytywnym nastawieniem. Po raz kolejny pokazali, że radzą sobie świetnie zarówno na wielkiej festiwalowej scenie grając dla kilkuset tysięcy ludzi, jak i w niewielkim klubie grając dla kilku dziesięciu przybyłych osób . I między innymi za to kochają ich fani, gotowi przemierzać kolejne kilometry w poszukiwaniu wyśmienitej muzyki, wspanialej atmosfery i dobrej zabawy.

czwartek, 20 marca 2014

The Brew - krótko i na temat.

Słoneczny dzień za oknem, więc może by tak posłuchać rocka w fajnym wydaniu?
Odkryłam niedawno zespół, który urzekł mnie prostotą i naturalnością granej przez siebie muzyki. Zresztą zaraz sami posłuchacie kilku utworów kapeli THE BREW i zobaczycie jaki to przyjemny rodzaj rockowego grania.
The Brew to brytyjski zespół założony w 2006 roku, w którego skład wchodzą trzej muzycy: Jason Barwick, Kurtis Smith, Tim Smith.
Panowie są właśnie w trakcie europejskiej trasy koncertowej, która rozpoczęła się 5 marca i potrwa do 18 maja. W Polsce The Brew wystąpi 23.03 we Wrocławiu, 26.03 w Poznaniu, 27.03 w Gdańsku, 28.03 w Warszawie i 29.03 w Szczecinie.
Natomiast ja chciałabym się dzisiaj skupić na najnowszej płycie The Brew pod tytułem "Control". Krążek ten ukazał się dosłownie kilka dni temu, dokładnie 10 marca. Ciekawostką jest fakt, że tytuły dziesięciu utworów znajdujących się na płycie to słowa, które znaleźć można na przodzie wszystkich odtwarzaczy muzycznych. Na krążku "Control" znajdziecie między innymi utwory: "Repeat", "Pause", "Stop", " Play".
Zastanawiając się skąd pomysł zespołu na takie akurat tytuły zobaczyłam pierwsze zdanie, które znajduje się na książeczce dołączonej do płyty "Czasami musisz przejąć kontrolę". I to zdanie będzie chyba moim życiowym credo :) 
No to posłuchajmy sobie tej brytyjskiej grupy, na początek proponuję utwór "Repeat"
https://www.youtube.com/watch?v=RhOIbj92wKs



Myślicie, że da się tak sterować swoim życiem jak urządzeniem do odtwarzania muzyki? 
Fajnie by było w dniu kiedy nie mamy zupełnie siły móc sobie wcisnąć play i znów czuć 100% mocy. Przycisków na ciele nie posiadamy, a przynajmniej ja nie mam ;) ale mamy do dyspozycji muzykę The Brew, więc wrzucamy "Play":
https://www.youtube.com/watch?v=sdzwZib89Bs



Większość utworów na płycie to typowo rockowe, szybkie granie, ale panowie nie zapominają również o miłośnikach spokojniejszych dźwięków. Więc jeśli macie dzień w którym chcielibyście po prostu zluzować to wsuwacie płytę "Control" i puszczacie utwór "Stop". 
https://www.youtube.com/watch?v=G3AmN7-1M7k



Każdy utwór to oddzielna historia, która w połączeniu tworzy kilkunastominutową przyjemną całość.  
Mam nadzieję, że tak jak mnie Wam również ten zespół przypadł do gustu. Wygospodarujcie sobie trochę czasu i odsłuchajcie całą płytę - wrażenia jak najbardziej pozytywne :)

KAT i Fabryka Kości w ramach RARITIES TOUR 2014

Witajcie kochani po krótkiej przerwie :)
Cóż ja poradzę na to, że ciągle coś uniemożliwia mi codzienne pisanie....
Jednak tym razem powód był poważniejszy, bo spędziłam kilka godzin w kolejce do lekarza po nie najlepsze wieści.
Ale nie będziemy się tu smucić tylko szybciutko nadrabiamy zaległości i zerkamy na weekendową rozpiskę koncertową.
Otóż, moi kochani już w sobotę na scenie Teatru From Poland pojawi się legenda polskiego thrash metalu - zespół KAT. Ja jednak z nieukrywaną dumą spieszę donieść, że przed KATEM na scenie pojawią się nasi przyjaciele z zespołu Fabryka Kości.


A więc zapisujemy sobie w kalendarzach datę 22 - gi marzec 2014 rok godzina 19-ta. Dokładnie w tym dniu i tej godzinie zacznie się w TFP prawdziwa muzyczna uczta. Najpierw tak jak już wspominałam na scenie zaprezentuje się częstochowski zespół Fabryka Kości. Przypomnijmy sobie ich utwór pod tytułem "Martwy za życia"


Jeśli chodzi o samą imprezę to odbędzie się ona w ramach trasy "RARITIES TOUR 2014". Koncert będzie się opierał na muzyce z ostatniej płyty "Rarities", na której to znalazły się niepublikowane, profesjonalnie zarejestrowane utwory z początków działalności grupy, oraz nagrania koncertowe z festiwalu w Jarocinie. Na koncercie nie zabranie na pewno takich utworów jak: "Zemsta", "Mocni ludzie" czy "Bez pamięci".
Przypomnijmy sobie zatem jeden z tak zwanych pewniaków koncertowych, czyli utwór "Zemsta":



Mam nadzieję, że poczuliście już klimat zbliżającego się dużymi krokami metalowego święta.
Dla wszystkich, którzy zaspali i dopiero teraz dowiedzieli się o tym koncercie mam dobrą wiadomość - w sprzedaży są jeszcze bilety. Można je nabyć między innymi w sklepie muzycznym Rock'n'Roll. 
Także odkurzajcie glany, wyciągajcie z szafy ramoneski i pakujcie tyłki na tą niezapomnianą podróż w czasie z zespołem KAT oraz chłopakami z Fabryki Kości.

poniedziałek, 17 marca 2014

The Kindred, bo powiedziałam STOP

Życie pędzi coraz szybszym tempem, a ja jakoś nie mogę nadążyć... Wszyscy wokół narzekają, że ich doba powinna trwać 48 godzin, no więc tylko dziś i tylko u mnie na blogu krzyczymy STOP!
A skoro już się zatrzymaliśmy to co powiecie na dawkę dobrej muzyki?
Od razu uprzedzam, że będzie mocno, głośno i konkretnie - bo tylko taka muzyka dziś wchodzi w grę :)
Nazwa zespołu może Wam nic nie powiedzieć, ale jak tylko przedstawię Wam skład to od razu poznacie tą grupę.
Dave Journeaux - wokal
Ben Davis - gitara, wokal
Steve Rennie - gitara. wokal
Eric Stone - bas, wokal
Matt Young - klawisze, wokal

Obecnie Panowie występują pod nazwą The Kindred, ale szerszemu gronu odbiorców znani mogą być pod nazwą Today I Caught The Plague. 
Patrząc na przeszłość tego składu, trochę trudno mi pisać o nich w kategoriach debiutu, ale cóż - tak się ich historia potoczyła, że 25 lutego pod nowym szyldem wydali debiutancki album "Life in Lucidity".
Może najpierw zobaczcie jak powstawała ta muzyczna propozycja a potem posłuchamy gotowego materiału.
https://www.youtube.com/watch?v=8DjVY3Dd_uc 
Panowie wypuścili niedawno teledysk promujący płytę do utworu "Everbound". Kiedy będziecie oglądać ten filmik przyjrzyjcie się dokładnie poszczególnym członkom zespołu. To nie jest typowy układ - szalejący frontman i statycznie grające tło.
Wiecie co mnie kupiło w tej kapeli? Oni żyją muzyką, którą grają!
Tu na twarzy każdego z chłopaków malują się emocje. Pierwszymi taktami utworu "Everbound" chłopaki budują klimat, pokazując, że nie zawsze muszą krzyczeć, że nie zawsze trzeba od razu mocno.
Wielu recenzentów określiło to jako popową wstawką, a ja w życiu się z tym nie zgodzę. Z zaciekawieniem czekałam co przyniesie druga część tego utworu i w ogóle się nie rozczarowałam.
Pełne zaangażowanie całej ekipy - chylę czoła i prezentuję :)
https://www.youtube.com/watch?v=8vM4AE9SdrM

Przesłuchując tą debiutancką płytę, natrafiam na utwór "Millennia" i nie mogę wyjść z podziwu. Niby chłopaki grają rocka progresywnego i tego się oczekuje biorąc ich krążek do ręki, ale oni dają nam więcej i więcej i więcej .... Rock i metal to tylko wyjściowe nurty, którymi chłopaki bawią się w najlepsze. Posłuchajcie tego utworu
https://www.youtube.com/watch?v=qNuUy6m4R7Y

Niestety dziś świat wirtualny jest przeciwko mnie i nie mogę wrzucić Wam żadnych filmików, ale mam nadzieję, że po linkach sami dojdziecie do całej płyty tej kapeli.
Ja dodaję ich muzykę do ulubionych i na pewno jeszcze nie raz do nich wrócę.
A tymczasem zmykam robić kolacyjkę i odpocząć przed kolejnym dniem.
Trzymajcie się cieplutko w ten wietrzny wieczór :)

sobota, 15 marca 2014

Greatest Hits w wydaniu Clock Machine

Dziwnie się zaczął dzisiejszy dzień. Nie dość, że pogoda totalnie się popsuła to jeszcze moi bliscy mają poważne problemy :( Wiem, że nie zawsze można zmienić bieg zdarzeń, ale mam nadzieje, że uda mi się pomóc.
Tak czy inaczej zapowiada się ciężki dzień, więc postanowiłam z rana zrobić wpis, żeby później nie dobić Was własnym kiepskim nastrojem ;)
Pamiętacie może mój pierwszy wywiad z zespołem Clock Machine? Wczoraj natrafiłam na najnowszy teledysk tej grupy, więc postanowiłam zerknąć co tam u nich słychać.
Od początku mojej znajomości z tym zespołem wiedziałam, że jeszcze nie raz o nich usłyszymy i proszę bardzo - właśnie wydali swoją płytę pod tytułem Greatest Hits. Tytuł dość przewrotny jak na płytę młodego zespołu, ale jak pewnie się domyślacie ma to swój ukryty cel ;)


Na wstępie wspomniałam Wam o teledysku, który ostatnio obejrzałam. Był to obraz do singla pochodzącego z płyty Greatest Hits pod tytułem "Bije dzwon". Zobaczcie:
https://www.youtube.com/watch?v=Th_e5wYIrl4
Na razie płytę zespołu Clock Machine można nabyć tylko drogą internetową przez iTunes https://itunes.apple.com/pl/album/greatest-hits/id823307961
Natomiast jeśli wolicie zostać posiadaczami tego krążka w wersji fizycznej to macie dwie opcje - albo iść na koncert zespołu Clock Machine i tam zakupić krążek być może nawet z autografami chłopaków, bądź też zaczekać do 1 kwietnia i skoczyć do Empiku.
Tak czy inaczej myślę, że warto sięgnąć po tą muzyczną propozycję, bo niebanalny wokal Igora, charyzma Kuby, specyficzne poczucie humoru Michała i spokój ducha Piotrka tworzą ekstremalną mieszankę wybuchową, która na długo zapadnie Wam w umysły :)
Trzymajcie się ciepło, a ja zmykam zbawiać świat ;)

piątek, 14 marca 2014

Wywiad z zespołem Turbo - część II

Zgodnie z zapowiedziom, dziś druga część wywiadu z zespołem Turbo.
Przypominam, że rozmowę przeprowadził mój redakcyjny kolega Kebab.
M.K.: Spróbujmy porównać promocję Waszych dwóch płyt "Strażnik Światła" i "Piąty Żywioł". 
Bogusz Rutkiewicz: Promocja jest dokładnie taka sama, natomiast ta płyta się trochę bardziej broni, ponieważ ona jest inna od strażnika i jest prostsza. "Strażnik Światła" jest takim dużym artystycznie osiągnięciem, natomiast ta płyta jest bardziej w cudzyszłowiu przebojowa. Więc mimo takiej samej nędznej reklamy płyty "Piąty Żywioł", ona odniosła większy sukces. Ja osobiście jak miałbym wybierać już po zakończeniu działalności zespołu, to na dzisiaj naszym największym osiągnięciem jest właśnie "Strażnik Światła", nie "Kawaleria Szatana", nie "Dorosłe Dzieci" tylko właśnie "Strażnik Światła". To jest nasze, jako muzyków, artystów największe osiągniecie i zawsze będę tej płyty bronił chyba, że zrobimy coś jeszcze bardziej wartościowego, ale było by ciężko. 
Wojciech Hoffman: Nie, nie było by ciężko tylko ...
W.H. i B.R. (jednocześnie): Czy jest sens.
M.K.:  W takim razie "Strażnik Światła" to największe osiągnięcie zespołu "Turbo"?
B.R.: Największym naszym osiągnięciem jest to, że ty tu dzisiaj z nami siedzisz; że rozmawiamy. Bo w tym momencie przychodzi trzecie pokolenie fanów.
W.H.: Ostatnio jak graliśmy to mnóstwo ludzi młodych przychodziło z winylami. Dziewczyna, która akurat była przy wywiadzie, popłakała się, obcałowała mnie i opowiedziała, że tata jej pokazał "Turbo" i jak mu powiedziała, że gramy to on do niej; "Idź oczywiście, zobacz na żywo".

Na nasze koncerty w 90% przychodzą właśnie takie dzieciaki, co podtrzymuje nas przy życiu, dodają nam młodości i wigoru. Nasi rówieśnicy nie chodzą koncerty bo to już są stare wapna, tak samo jak my, wolą posiedzieć przed telewizorem. A my mimo upływu czasu nadal gramy i to jest nasze największe osiągnięcie.
M.K.: A czy "Turbo" zdarzają/zdarzały się takie koncerty gdzie coś poszło nie tak, organizator nawalił z plakatami i na wasz koncert przychodzi zaledwie garstka osób?
B.R.:
My się generalnie nigdy nie nastawiamy, na to ile będzie osób, ponieważ my już ten rynek znamy na tyle, że wiemy, że można się wszystkiego spodziewać. Czasami rozmawiamy tam dwa dni, przed koncertem, z jakimś organizatorem który coś stęka, że kiepsko ze sprzedażą biletów, może byśmy zmienili warunki, a my przyjeżdżamy i się okazuję, że jest trzysta osób. Tak więc bardziej są w drugą stronę niespodzianki. My już naprawdę taką sinusoidę mieliśmy jeżeli chodzi o karierę. Byliśmy na dnie i na szczycie, jesteśmy zahartowani i oczekiwań zbyt wielkich nie mamy.
W.H.: Nigdy nie byliśmy na samym szczycie więc nie było z czego spadać.
B.R.: Natomiast mieliśmy takie czasy, swoje 5 minut gdzie grywało się trochę tłumnych koncertów, ale były też okresy gdzie i po pół roku nie graliśmy; nie było gdzie, nie było chętnych. Najważniejsze, żeby kapela to przeczekała, żeby zdawać sobie sprawę, że to minie. Przez to też dużo kapel się rozpada bo nie potrafią tego przeczekać. 
M.K.: Jakieś dwa lata temu, graliście tu u nas koncert charytatywny dla Igora Sikory, pod hasłem Heavy Sound Solution. Często zdarza wam się grać koncerty charytatywne ?
B.R.:
Widzieliśmy się niedawno z rodzicami Igora. Mówili, że Igorek już chodzi samodzielnie. A co do Twojego pytania to niestety nie możemy sobie pozwolić na zbyt wiele takich charytatywnych koncertów, bo zwyczajnie nas na nie nie stać.
W.H.: Jest dużo ludzi którzy by chcieli, żebyśmy jeździli na takie koncerty, no ale my musimy z czegoś żyć.
B.R.: Ja odbieram korespondencję zespołową i uwierz mi, że w tygodniu jest przynajmniej pięć próśb o takie koncerty. No i ja już niestety nauczyłem się mieć twardą skórę, że tak powiem i z zimną krwią odmawiać. Na początku było mi strasznie ciężko, czułem wyrzuty sumienia. No, ale niestety takie jest życie, nie możemy wszystkim dogodzić, bo nie stać nas na to.
M.K.: Chyba każdy artysta zanim sam zajął się muzyką miał swego idola na którym chciał się wzorować. Czy Turbo miało taki pierwowzór, dzięki któremu zaczęła się Wasza przygoda z muzyką?
B.R.:
Wiesz co, jak ja zacząłem grać to nie miałem żadnego idola, bo zacząłem grać zupełnie przez przypadek. 
Nigdy nie marzyłem o tym, żeby grać ... ale to temat na dłuższą rozmowę rozmowę, a czas nas goni ;) 
Prawda jest taka, że założyliśmy zespół żeby w internacie, gdzie mieszkaliśmy móc robić próby na salce, która jest w skrzydle niedaleko pokoju dziewczyn (śmiech). Było nas pięciu: dwóch robiło hałas, a trzech w tym czasie siedziało u dziewczyn :). Później przyszedł taki moment gdzie dyrektor powiedział: "no panowie dzień kobiet się zbliża". I trzeba było szybko zacząć robić jakiś repertuar. Tak się moje granie zaczęło. Idoli nie miałem, natomiast zawsze podobał mi się "Deep Purple", muzyka typu hardrock jako młodemu chłopakowi, ciężki rock typu "Black Sabbath", Zeppelini mniej, "Pink Floyd. Miałem ulubione kapele, natomiast idoli jako instrumentalistów nie miałem.
W.H.:
Ja miałem, jestem 10 lat starszy od Bogusza więc jakby dorastałem w epoce Beatles'ów, "Rolling Stones" no i przede wszystkim "Czerwonych Gitar", bo to było polskie, śpiewane dla nas, do ówczesnych dzieciaków. Krzysiek Klenczon był takim pierwszym rockman'em. Potem jak przyszła właśnie ta era hardrocka, czyli początek lat 70-tych to tak jak Bogusz też mówił "Deep Purple" to jest absolutny numer jeden na świecie i Ritchie Blackmore to jest... . Klenczon, Deep Purple i Blackmoor nawet gdyby byli, albo nawet i są jacyś lepsi od nich, to dla mnie nie ma to żadnego znaczenia bo dla mnie oni są na samej górze i zawsze tam będą. Tak więc to są moi najwięksi, absolutnie najwięksi idole. 
M.K.: Czyli można z czystym sumieniem powiedzieć, że to wszystko zaczęło się dzięki "Czerwonym Gitarom".
W.H.:
Oczywiście, jak najbardziej, nie wstydzę się tego. Nawet teraz robię taki projekt "Klenczon Projekt" w którym będziemy grać piosenki Klenczona w aranżacjach beatlesowsko-hendrixsowskich. Bo Krzysiek Klenczon pod koniec lat 60-tych usłyszał Hendrixa, a ponieważ byl rockman'em z krwi i kości to w tamtym kierunku chciał iść. Chciał grać inną muzykę, już nie takie sialalalki tylko wiesz takie dopie*dolenie. Ale to już jest inna historia.
M.K: W takim razie nie pozostało mi nic innego jak życzyć wam udanego koncertu i podziękować bardzo za wywiad.
 
W.H.: Dzięki.
 

 

czwartek, 13 marca 2014

Radio Revolta Festival edycja VII

Witam w ten jakże piękny i słoneczny dzień :)
Pozwólcie, że dziś zaproszę Was na naprawdę świetnie zapowiadającą się imprezę.
Zacznę od osoby Pawła Mielczarka, którego większość osób kojarzy z funkcji managera zespołów Eskalacja i Fabryka Kości. Jednak może nie wszyscy wiedzą, że Paweł jest również prezenterem Radia Revolta. W tym internetowym radiu można posłuchać muzyki z kręgu rocka, hard rocka i metalu. Rozgłośnia ta jest o tyle wyjątkowa, że na jego antenie możecie usłyszeć utwory zespołów młodych, zaczynających dopiero swoją muzyczną przygodę.
I właśnie od Pawła Mielczarka dostałam informacje o zbliżającym się Radio Revolta Festival edycja VII, który odbędzie się 6-go kwietnia 2014 roku.


W tym roku Festival odbędzie się w muzycznym klubie MOCART w Toruniu. A kogo będziemy mogli zobaczyć i usłyszeć na scenie?

LITVINTROLL:
Zespół został założony w 2005 roku w Mińsku na Białorusi, z początku jako zespół folkowy grający tradycyjną muzykę białoruską, w nowoczesnych aranżacjach i z użyciem tradycyjnych instrumentów. Od momentu założenia zespół zagrał na wielu festiwalach muzyki folkowej na Białorusi. W 2009 roku Litvintroll wydał płytę „Rock’n’Troll”. Wydawnictwo odniosło pewien sukces na rynku krajowym i otrzymało bardzo pozytywny odzew z zagranicy. Po bardzo długiej trasie zespół rozpoczął nagrywanie kolejnej płyty, tym razem pod tytułem „Czornaja Panna”. Nowy album przyniósł znacznie cięższe brzmienie, z wyraźnymi wpływami doom metalowymi. Premiera została wyznaczona na jesień 2012, ale niestety nie doszło do niej. 2 września 2012, na kilka dni przed ukończeniem prac nad albumem, wydarzyła się tragedia. W trakcie koncertu w Homlu, na Białorusi, basista Aleks Klimczanka zmarł na scenie w wyniku porażenia prądem. Wstrząśnięci muzycy nosili się nawet z rozwiązaniem zespołu, lecz pół roku później Litvintroll wznowił działalność. Płyta „Czornaja Panna” został wydany przez Sound Age Productions 15 kwietnia 2013. Krążek jest poświęcony pamięci Aleksa Klimczanki.
https://www.facebook.com/Litvintroll

SACRO:
Argentyńska kapela grająca gothic/black metal. Kapela istnieje od 2005 i na swoim koncie ma 5 albumów. Najnowszy album "La nueva orden" miał swoją premierę w sierpniu 2013r.Liderem kapeli jest Andy Martinez-kompozytor,wokalista i klawiszowiec-autor muzyki i tekstów.
https://www.facebook.com/SACROBANDA?fref=ts 

EXPLOZER:
Explozer powstał na zgliszczach zespołu Blitzkrieg, gdy do gitarzystów Krzysztofa 'Siury' Siurnickiego i Włodka Mańkowskiego w 2011 roku dołączył perkusista Krzysztof 'Mały' Jankowski oraz basista Mariusz 'Maryjo' Szulist. W marcu 2013 roku miejsce basisty zajął Marek 'Bocian' Gańko, który idealnie wpasował się w szeregi Explozera. Obecny dorobek zespołu to nagrane dwa krążki "Rozkurwiel" (2011) i "Zdrada Nieba" (2013), klip do utworu "Święta wojna" oraz kilkadziesiąt mniejszych i większych koncertów w Polsce.
https://www.facebook.com/pages/EXPLOZER/182476945174440 

INFERNAL DEATH:
Zespół powstał w maju 1991 roku. Wtedy to właśnie gitarzysta Czarny, perkusista Charles, wokalista Sponsor i basista Szczur. Po niemal rocznym wspólnym graniu postanawiają powołać do życia nowy twór o tej właśnie nazwie.
Zespół jeszcze tego samego roku, w grudniu nagrywa swoje pierwsze demo „Twilight Tales”.
Kolejne dwa lata działalności zespołu zapowiadały ciekawą przyszłość... Kaseta „TT” rozchodziła się znakomicie. Zespół udzielił setek wywiadów w krajowych i zagranicznych fanzinach, zagrał dziesiątki koncertów w kraju z takimi zespołami jak PANDEMONIUM, BETRAYER, SADNESS, TEMPERANCE, KRABATHOR, MORDOR, TENEBRIS, NECROLATRY i wiele innych. Niestety w tym momencie następuje rozłam. Nieporozumienia między członkami zespołu doprowadziły do zmian w składzie, oraz zmiany nazwy na MISCARRIAGE. To okazało się początkiem końca zespołu. Miejsce Szczura zajmuje nowy gitarzysta RaV, a po kilku tygodniach wraca do zespołu Sponsor. Zespół nagrywa promo tape „Mad Crusade” i gra koncerty. Nie trwa to jednak długo, gdyż tarcia trwają niestety dalej. Efektem tego jest zmiana na pozycji perkusisty. Miejsce Charles'a zajmuje Paweł Stępień. Paweł nie adaptuje się jednak w zespole i MISCARRIAGE przestaje grać. Jeszcze w marcu 1994 roku nagrana zostaje kaseta „Lost in depts of Time” , ale już bez udziału RaV’a, z Pawłem za bębnami.
Sesja kończy się całkowitym rozpadem zespołu.
Sponsor namawia jeszcze do powrotu Charlsa i RaV’a i zespół wzmocniony nowymi muzykami w osobach gitarzysty Młodego i basisty Grubego koncertuje do końca 1995 roku ale to już było trochę na siłę i bez wystarczającego zaangażowania. Zespół przestał istnieć.
Przez te wszystkie lata milczenia pojawiał się temat powrotu jednak dopiero w 2009 roku Sponsor i RaV przekonują Charlesa i Czarnego do wskrzeszenia zespołu. Do kapeli dołącza młody perkusista wypatrzony w miejscowym zespole TUMOUR OF SOUL Bogacz.
W grudniu 2009 INFERNAL DEATH zagrało swój reaktywacyjny koncert. Rok 2010 to tworzenie nowego materiału i sesja nagraniowa pierwszej płyty. Wracają jednak demony z przeszłości i sesję nagraniową dokończył już nowy gitarzysta Cymer udzielający się także w piotrkowskiej formacji DISSEMINATE, zastępując skonfliktowanego z resztą zespołu Czarnego.
Zespół zagrał kilka koncertów, dokończył sesję płyty i podpisał kontrakt z niezależnym labelem "Wydawnictwo Muzyczne PSYCHO" i wreszcie po latach oczekiwań w lipcu 2012 roku oddaje w Wasze ręce produkt o tytule „GNIEW”.
W lutym 2013 r. zespół opuszcza Cymer. Jednak wakat na pozycji gitarzysty trwał jedynie do kwietnia tego roku kiedy to skład zasila Sacza.
Obecnie I.D. koncertuje i tworzy materiał na nową płytę.

https://www.facebook.com/infernal.death.band 

ETERNITY: 
Eternity powstało w 2012 roku, z inicjatywy Daniela, Mateusza i Wojtka. W 2013 roku do zespołu dołączają gitarzysta basowy i solowy. Grają cięzki rock, robiąc krok w strone metalowego grania. 
https://www.facebook.com/pages/Eternity/447335955357759?fref=ts 
http://www.reverbnation.com/eternityosiek 

Poprzednie edycje tej cyklicznej imprezy zebrały bardzo pozytywne recenzje przybyłych na imprezy widzów, co daje chyba najlepsze rekomendacje do odwiedzenia Festivalu w tym roku.
Dla przypomnienia podaje informacje techniczne:
Miejsce imprezy - Klub muzyczny MOCART Toruń
Data - 6.kwietnia.2014, godzina 18:00
Wstęp - 15 zł.

Dodatkowe wieści od organizatorów donoszą iż do każdego biletu dołączony będzie upominek od Radia Revolta. Poza tym przewidziano liczne atrakcje w postaci konkursów dla uczestników imprezy, w których nagrodami będą radiowe gadżety. 
Chyba już dłużej nie trzeba zachęcać - pakujcie tobołki i ruszajcie tłumnie na to muzyczne wydarzenie.