Sezon chorobowy uważam za otwarty.
W związku z powyższym z kilkudniowym opóźnieniem mam dla Was relację z trzeciego dnia Free Art Fest From Poland kategoria FREE.
Piątkowy dzień zaczął się dla mnie dość niespodziewanie o 6:15 kiedy to poproszono mnie o przyjście w zastępstwie do pracy. Taka niespodziewana pobudka, jak się pewnie domyślacie, rozbiła mnie na cały dzień. Więc lekko nieogarnięta i na maksa zmęczona stawiłam się wieczorem w TFP.
Kategoria Free jest zawsze pełna niespodzianek, na scenie można się spodziewać dosłownie wszystkiego. Ale co za tym idzie, ciekawość każdego kolejnego wykonawcy jest ogromna. Dlatego nie trzymam Was dłużej w niepewności i przechodzę do prezentacji zespołów biorących udział w konkursie.
Na pierwszy ogień poszedł EKSKREMENT. To zespół punkowy, który od razu poprosił nas o nie przekręcanie ich nazwy. Po dłuższym namyśle stwierdzam, że rzeczywiście wszelkie przeinaczenia słowa ekskrement mogły by niekorzystnie wpłynąć na wizerunek tegoż zespołu, zatem raz jeszcze powtórzę, że na scenie zaprezentował się zespół Ekskrement ;)
Nie jestem może szczególnym fanem punka ale tego się naprawdę dobrze słuchało. Główny wokal dawał radę, basista świetnie pracował zarówno na gitarze jak i jako wokal pomocniczy. Na pochwałę zasługuje również perkusista grający z metronomem w słuchawkach. W pamięć zapadł mi kawałek "Uwaga niebezpieczeństwo" - polecam.
Kolejnym zespołem, który pojawił się na scenie byli dobrze nam znani panowie z SUGEROWANEJ CENY DETALICZNEJ. Pierwszy raz widzę, żeby chłopaki się tak stresowali i wstydzili :) Grają jak grają; technicznie może nie najlepiej, ale są tak pozytywni, że ciężko pisać o nich coś złego :) Na pewno na uwagę i pochwałę zasługuje pan perkusista, który rozwija się z koncertu na koncert. Oczywiście koncert nie mógł się obyć bez sztandarowego utworu "Nie mam się dla kogo myć" - mojego zresztą ulubionego :) Trzeba też zaznaczyć, że chłopaki wystąpili w osłabionym składzie bo bez głównego wokalisty, a mimo to dali radę - brawo :)
Zaraz po "pozytywnych świrach" na scenie zameldowali się "starzy sceniczni wyjadacze" LEŚNE LUDKI. Już po próbie akustycznej słychać, że panowie trzymają formę i nie odpuszczają. Ciężko by było czegoś się przyczepić, nawet gdybym chciała (a nie chce) ;) Trochę tylko można mieć żal do akustyka który tak głośno ustawił zespół, że ciężko było wytrzymać blisko sceny. Na szczęście po interwencji u pana akustyka wszystko wróciło do normy i można było dołączyć do sporej grupy fanów bawiących się pod sceną. Szczególnie w pamięci zapadł mi utwór, w którym podobno perkusista odpoczywa ;) a chłopaki śpiewają: "Pamiętaj o tym, nie jesteś sam". Życzymy zespołowi przynajmniej kolejnych 30 lat na scenie :)
Z numerem cztery na scenie zaprezentował się zespół REGENESE. Od razu rzuca się w oczy praktycznie zupełnie zmieniony skład zespołu i pytanie jak w nowej odsłonie zabrzmi ten znany już nam zespół. I niestety sprawdziła się stara mądrość ludowa, że potrzeba czasu i zgrania poszczególnych ludzi w zespole, żeby wszystko zabrzmiało jak trzeba. Wokalistka zupełnie niepotrzebnie tak głośno krzyczała, bo przez to traciła na czystości wokalnej. Podejrzewam, że było to spowodowane problemami z odsłuchem dlatego ja w ten wokal nadal wierzę. Pozwolę sobie też zacytować jednego z jurorów który powiedział "Mam wrażenie, że zależy tylko wokalistce". Malwina rzeczywiście dawała z siebie wszystko, ale brakuje tego zespołowego zgrania. Czekamy cierpliwie :)
Jedziemy dalej, na scenie zespół NIGDY WIĘCEJ. Rok temu po ich koncercie pisałam, że chętnie posłucham ich ponownie i się nie zawiodłam. Fajny wyrazisty wokal, super gitara i mocny zdecydowany rytm. Nowe utwory, które zespół zaprezentował brzmią naprawdę dobrze i świeżo. Niczego tu nie brakuje, wszystko ma swoje miejsce. Tu nie ma miejsca na przypadek, każdy dźwięk jest przemyślany. Nie czepiam się bo nie mam czego - gratuluje :)
FENIX - 56 to zespół, który przyjechał do nas aż z Cieszyna. I cóż można o nich powiedzieć - mocne gitary, wyraziste brzmienie rodem z amerykańskiego punk rocka. Ode mnie ogromny plus za teksty z tak zwanym "jajem": "Nigdy nie udało mi się pokonać całego Mario" :)
Ostatnim zespołem wieczoru był THE BEERS. Bardzo przyjemnie buja i fajnie się tego słucha. Ale czegoś ciągle brakuje. Na pewno wokale muszą trochę z sobą popracować, bo są momenty kiedy nie współbrzmią za dobrze. Ciekawa jestem jak zabrzmi ten zespół za jakieś pół roku, chętnie zaczekam :)
Trzeci dzień konkursu oceniało jury w składzie:
Anita Grobelak – Stowarzyszenie Proartystyczne Integracja, Teatr from Poland
Ewa Malinowska – blogerka, Sober Rock Canal
Patrycja Wojtasik – cz.info.pl
Seweryna Blasczyk - Metal Mundus
Maciej Malinowski - gitarzysta, muzyk, kompozytor
Paweł Mielczarek – Radio Aspekt, Pawulon Management
Robert Mikołajczyk - Biały Szum
Bogdan Zasępa - Salon Muzyczny Rock'n'Roll
Wydało następujący werdykt:
I miejsce - LEŚNE LUDKI
II miejsce - NIGDY WIĘCEJ
III miejsce - EKSKREMENT
Nagroda publiczności przypadła zespołowi LEŚNE LUDKI, a specjalne wyróżnienie przypadło zespołowi FENIX -56 - gratulujemy.
Jak wspomniałam, choroba nas dopadła dlatego nie mogliśmy się pojawić w TFP w sobotę podczas przesłuchań kapel metalowych. Ale pozwólcie, że przedstawię Wam wyniki kategorii METALIZACJA DŹWIĘKU:
I miejsce - IMMORTAL DREAMS
II miejsce – WHERE IS THE HATCHET
III miejsce – HATRIX
Jury w składzie:
Anita Grobelak – Stowarzyszenie Proartystyczne Integracja, Teatr from Poland
Paulina Król - cz.info.pl
Seweryna Blasczyk - Metal Mundus
Paweł Mielczarek – Radio Aspekt, Pawulon Management
Rafał Tukaj - Salon Muzyczny Rock'n'Roll, muzyk
przyznało również wyróżnienie za partie instrumentalne dla zespołu OFFENDER. Natomiast nagroda publiczności tym razem przypadła zespołowi PANOPTIKON.
Mam nadzieję, że to przeziębienie którego nie mam czasu wyleżeć w końcu mnie opuści i w pełni formy spotkamy się na finale VI Free Art Fest From Poland, który odbędzie się już 3.10.2015 oczywiście w TFP. Zapraszam serdecznie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sugerowana Cena Detaliczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sugerowana Cena Detaliczna. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 24 września 2015
sobota, 27 września 2014
Oby przeczytało to jak najwięcej osób
Nigdy nie sądziłam, że którykolwiek z moich wpisów spowoduje takie zamieszanie. Niestety przed wyjściem do pracy na mojej skrzynce mailowej pojawił się komentarz do relacji z pierwszego dnia Free Art Fest. Zespół Antaba a przynajmniej jeden z jego członków poczuł się urażony moim opisem ich koncertu. (Cały komentarz jest dostępny pod wpisem http://www.soberrockcanal.blogspot.com/2014/09/relacja-z-pierwszego-dnia-v-free-art.html ).
Nie będę się tu odnosiła do zarzutów tego pana, bo uczyniłam to już w komentarzu pod jego wpisem. Natomiast zdecydowałam się poruszyć ten temat gdyż ilość maili i wiadomości na facebooku które zastałam po powrocie z pracy mnie przerosła. Ludzie pisali, że są oburzeni tym co KRONOS95 napisał, że to dzieciak, że pewnie uważa się za idealnego muzyka, a nic sobą nie reprezentuje, itp. itd. Kolejnym szokiem były dla mnie statystyki bloga. Średnio każdy wpis czyta 300 osób, dziś jest prawie trzy razy tyle wejść i to głównie na relację z pierwszego dnia Free Art Fest.
Pewnie każdy bloger cieszył by się z takiego zainteresowania czytelników, a mnie to zmartwiło.
Od kiedy pamiętam muzyka była moją pasją i wielką miłością. Czasem wydaje mi się, że nie słucham muzyki tylko cała nią przesiąkam. W każdym utworze jestem w stanie dostrzec coś wyjątkowego, bez względu na to czy jest to zespół rockowy, metalowy czy folkowy. I kiedy mój mąż wpadł na pomysł założenia Sober Rock Canal od razu pomyślałam, że mogłabym pod tym szyldem pisać bloga muzycznego. Początkowo była to tylko zabawa, chęć wyrzucenia z siebie nadmiaru słów. Jednak kiedy blog zyskał stałych czytelników pomyślałam że można wykorzystać jego rozgłos promując np młodych wykonawców. Stąd też na blogu pojawiło się kilka wywiadów m.in z zespołami Biały Szum, czy Sugerowana Cena Detaliczna. Każdy mój wpis to oddzielna podróż po świecie muzyki. Podróż czasem sentymentalna, czasem żartobliwa, ale nigdy nie skierowana przeciwko komukolwiek.
Oprócz standardowych wpisów od czasu do czasu pojawiają się na blogu recenzje z imprez bądź koncertów. Ci którzy mnie znają czy obserwują wiedzą, że zawsze na takich imprezach pojawiam się z notesem w którym na bieżąco zapisuję swoje przemyślenia. Czasem zdarzy mi się napisać o kimś kilka słów krytyki, ale zawsze po to by ktoś wyciągnął z tego wnioski a nie po to by kogoś urazić.
Mój blog to nie miejsce do wylewania żali czy mieszania ludzi z błotem. To ma być miejsce które odwiedza się po to by pozytywnie naładować swoje akumulatory.
Jeżeli piszę recenzję z imprezy na której jeden czy drugi zespół zagrał słabo to niestety muszę o tym wspomnieć. Staram się to robić delikatnie i taktownie, aczkolwiek rzetelnie. W związku z tym nie mogę kolorować rzeczywistości, ani kierować się sympatiami czy też ich brakiem.
Z drugiej strony blog jest trochę jak pamiętnik w którym spisuje się swoje przemyślenia. Nie jestem jakimś sądem ostatecznym więc chyba nie ma sensu, aż tak przejmować się moimi słowami. Zwłaszcza jeśli uważa się tak jak pan KRONOS95 że na muzyce nie znam się w ogóle. Skoro tak jest to skąd wzięło się tyle negatywnych emocji pod moim adresem?
Nie wiem komu i dlaczego nadepnęłam na odcisk, ale myślę że ludziom przydało by się więcej pokory.
Naprawdę jest mi przykro, że moje słowa dotyczące zespołów Antaba czy Ojszczane Mury spotkały się z taką falą krytyki, a wręcz wrogości.
Więc napiszę raz jeszcze Moi Młodzi Przyjaciele, trochę więcej pokory i skromności. Być może rzeczywiście nie jesteście takimi gwizdami za jakie się uważacie. Może trzeba jeszcze nad czymś popracować. Może ktoś zwrócił uwagę na aspekt który przegapiliście... Nigdy nie dość krytyki, jeśli jest konstruktywna. Wyciągajcie zatem wnioski a nie buntujcie się bez powodu. Zyskacie przez to więcej przyjaciół niż wrogów.
Z mojej strony to tyle w tym temacie i mam nadzieję, że nigdy już nie będzie sytuacji w której mój blog stanie się powodem niepotrzebnych, przesyconych złością dyskusji.
Zostawiam Was z utworem "Bracie" zespołu Illusion, śpijcie spokojnie
https://www.youtube.com/watch?v=Rr0EB_vdWQA
Nie będę się tu odnosiła do zarzutów tego pana, bo uczyniłam to już w komentarzu pod jego wpisem. Natomiast zdecydowałam się poruszyć ten temat gdyż ilość maili i wiadomości na facebooku które zastałam po powrocie z pracy mnie przerosła. Ludzie pisali, że są oburzeni tym co KRONOS95 napisał, że to dzieciak, że pewnie uważa się za idealnego muzyka, a nic sobą nie reprezentuje, itp. itd. Kolejnym szokiem były dla mnie statystyki bloga. Średnio każdy wpis czyta 300 osób, dziś jest prawie trzy razy tyle wejść i to głównie na relację z pierwszego dnia Free Art Fest.
Pewnie każdy bloger cieszył by się z takiego zainteresowania czytelników, a mnie to zmartwiło.
Od kiedy pamiętam muzyka była moją pasją i wielką miłością. Czasem wydaje mi się, że nie słucham muzyki tylko cała nią przesiąkam. W każdym utworze jestem w stanie dostrzec coś wyjątkowego, bez względu na to czy jest to zespół rockowy, metalowy czy folkowy. I kiedy mój mąż wpadł na pomysł założenia Sober Rock Canal od razu pomyślałam, że mogłabym pod tym szyldem pisać bloga muzycznego. Początkowo była to tylko zabawa, chęć wyrzucenia z siebie nadmiaru słów. Jednak kiedy blog zyskał stałych czytelników pomyślałam że można wykorzystać jego rozgłos promując np młodych wykonawców. Stąd też na blogu pojawiło się kilka wywiadów m.in z zespołami Biały Szum, czy Sugerowana Cena Detaliczna. Każdy mój wpis to oddzielna podróż po świecie muzyki. Podróż czasem sentymentalna, czasem żartobliwa, ale nigdy nie skierowana przeciwko komukolwiek.
Oprócz standardowych wpisów od czasu do czasu pojawiają się na blogu recenzje z imprez bądź koncertów. Ci którzy mnie znają czy obserwują wiedzą, że zawsze na takich imprezach pojawiam się z notesem w którym na bieżąco zapisuję swoje przemyślenia. Czasem zdarzy mi się napisać o kimś kilka słów krytyki, ale zawsze po to by ktoś wyciągnął z tego wnioski a nie po to by kogoś urazić.
Mój blog to nie miejsce do wylewania żali czy mieszania ludzi z błotem. To ma być miejsce które odwiedza się po to by pozytywnie naładować swoje akumulatory.
Jeżeli piszę recenzję z imprezy na której jeden czy drugi zespół zagrał słabo to niestety muszę o tym wspomnieć. Staram się to robić delikatnie i taktownie, aczkolwiek rzetelnie. W związku z tym nie mogę kolorować rzeczywistości, ani kierować się sympatiami czy też ich brakiem.
Z drugiej strony blog jest trochę jak pamiętnik w którym spisuje się swoje przemyślenia. Nie jestem jakimś sądem ostatecznym więc chyba nie ma sensu, aż tak przejmować się moimi słowami. Zwłaszcza jeśli uważa się tak jak pan KRONOS95 że na muzyce nie znam się w ogóle. Skoro tak jest to skąd wzięło się tyle negatywnych emocji pod moim adresem?
Nie wiem komu i dlaczego nadepnęłam na odcisk, ale myślę że ludziom przydało by się więcej pokory.
Naprawdę jest mi przykro, że moje słowa dotyczące zespołów Antaba czy Ojszczane Mury spotkały się z taką falą krytyki, a wręcz wrogości.
Więc napiszę raz jeszcze Moi Młodzi Przyjaciele, trochę więcej pokory i skromności. Być może rzeczywiście nie jesteście takimi gwizdami za jakie się uważacie. Może trzeba jeszcze nad czymś popracować. Może ktoś zwrócił uwagę na aspekt który przegapiliście... Nigdy nie dość krytyki, jeśli jest konstruktywna. Wyciągajcie zatem wnioski a nie buntujcie się bez powodu. Zyskacie przez to więcej przyjaciół niż wrogów.
Z mojej strony to tyle w tym temacie i mam nadzieję, że nigdy już nie będzie sytuacji w której mój blog stanie się powodem niepotrzebnych, przesyconych złością dyskusji.
Zostawiam Was z utworem "Bracie" zespołu Illusion, śpijcie spokojnie
https://www.youtube.com/watch?v=Rr0EB_vdWQA
poniedziałek, 22 września 2014
Relacja z czwartego dnia V Free Art Fest
Muszę się wyżalić - jak ja rano zmokłam i zmarzłam idąc do pracy ... Nie pomógł ani parasol ani jesienny płaszcz. Weszłam do pracy zła, zmęczona i oczywiście przeziębiona. Szybko się przebrałam i zabrałam za służbowe obowiązki. Jak to w poniedziałek rano bywa, jedna dostawa, zaraz potem druga, pełno klientów i nagle przebłysk słońca. Możecie wierzyć albo nie ale to wystarczyło, żeby przywrócić mi równowagę na resztę dnia. Uświadomiłam sobie nagle, że przecież zaczyna się moja ulubiona pora roku - jesień :) Liście przybierają piękne barwy, a powietrze pachnie wolnością :)
Zauważyliście jak różne mogą być emocje, kiedy spojrzy się na coś z innej perspektywy?
Specjalnie zaczęłam od tej historii bo będzie miała ona odniesienie do tego co działo się w sobotę w TFP. Ostatni dzień przesłuchań konkursowych, czyli kategoria FREE mnie osobiście rozczarował. Może dlatego, że naprawdę wiele sobie obiecywałam po startujących zespołach. Kategoria FREE jest niczym nie ograniczona, więc chciałam usłyszeć coś świeżego i nowatorskiego. A jak było?
Jak zwykle rozpoczęcie imprezy przeciągało się niemiłosiernie długo, ale do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Jako pierwszy na scenie zameldował się zespół OJSZCZANE MURY. No i mieliśmy pierwszy dramat tego dnia. Napiszę szczerze, że takiej żenady chyba nikt z nas nie przewidział. Wprawdzie chłopaki mówili coś o chorobach, które nie pozwoliły im dostatecznie przygotować się do koncertu, ale to był istny dramat. Ten zespół nigdy nie był wybitnie wyróżniającym się, ale martwi mnie fakt, że chłopaków już chyba przestało bawić samo stanie na scenie. Trochę miałam wrażenie, że oni są na scenie za karę, albo przez przypadek. Chłopaki chyba czas przemyśleć swoją muzyczną drogę.
Po stosunkowo krótkiej przerwie na scenie pojawił się zespół PUBLIC RUN z czterema gitarzystami. Z ciekawością patrzeliśmy jaki to przyniesie efekt. Okazało się, że muzycy po prostu zmieniają się na scenie grając tylko w konkretnych utworach. Oczywiście ogromny plus dla zespołu za próbę wprowadzenia czegoś nowego. Pierwszy utwór zespół zagrał tylko w trójkę - bas, perkusja i śpiewający gitarzysta. Fajnie im to wyszło, choć pan gitarzysta/wokalista musi popracować trochę nad swoim śpiewem, bo gra zawodowo ;) Kolejne utwory pozwalały nam zobaczyć i usłyszeć na scenie różnych gitarzystów i wokalistę głównego, który ma bardzo fajną barwę głosu. Chłopaki muszę jeszcze popracować nad swoimi aranżacjami, ale myślę, że jeszcze nie raz o nich usłyszymy :)
Z numerem trzy na scenie mamy zespół SUGEROWANA CENA DETALICZNA, z którymi kiedyś miałam przyjemność przeprowadzić wywiad. No i mamy prawdziwą moc i energię punk rocka. Chylę czoła przed gitarzystą solowym który w jednym z pierwszych utworów wykręcił naprawdę przyjemną solóweczkę. Widać i słychać było, że chłopaki wyrobili się na scenie. Ich dobra zabawa szybko przeniosła się na licznie zgromadzoną widownię. Jednak tym razem widać było, że chłopaki zwracają uwagę przede wszystkim na muzykę a dopiero potem na wygłupy - brawo. Wniosek końcowy - chyba zawsze chłopaki powinni grać o tak "wczesnej" jak dla nich porze ;)
W konkursowym przeglądzie z numerem cztery wystąpili debiutanci, zespół REGENESE. Na scenie mamy praktycznie same dziewczyny, jedyny rodzynek to chłopak grający na basie. Jako, że w jury zasiadają w większości mężczyźni i do tego dwóch z nich jest perkusistami to sami sobie dopowiedzcie jakie były ich reakcje na kobietę siedzącą za perkusją ;) Oczywiście nie dało się nie zauważyć stresu który towarzyszył debiutantom na wejściu. Na szczęście mają charyzmatyczną i zdolną wokalistkę, która kupiła mnie od pierwszego utworu. Chciało się jej słuchać i słuchać... Plus również za to, że próbowała zintegrować zespół z publiką - co zresztą świetnie jej wyszło. Jestem oczarowana i czekam na kolejne odsłony tej ekipy :)
Kolejny wykonawca to zespół ETERNAL SPIRITIS, który mieliśmy już okazję usłyszeć kilkukrotnie. Ciekawa byłam co tym razem zaprezentuje nam ten żywiołowy skład. Niestety już na wstępie problemy z piecem gitarzysty solowego sprawiły, że musieliśmy naprawdę długo czekać na rozpoczęcie koncertu. Oczywiście dało by się o tym zapomnieć, gdyby nie fakt, że sytuacja ta spięła cały zespół. Już nie dało się odczuć tej pozytywnej energii którą się odczuwa zazwyczaj podczas ich występów. Kolejnym "problemem" zespołu jest chyba zbyt dużo muzyków na scenie co powodowało momentami straszny chaos. Trzeba by było popracować nad głośnością poszczególnych instrumentów bo puzon i trąbka przykrywały nawet perkusję. Wokalistka też niepotrzebnie musi przekrzykiwać całość przez co traci na jakości wokalu. Natomiast wstawka w której mogliśmy usłyszeć popisy basu i delikatny wokal była po prostu świetna.
Numer sześć to zespół LEŚNE LUDKI. Można rzec, że weterani na scenie :) Panowie całkiem przyjemnie sobie poczynają. Ludzie też się świetnie bawią a nawet śpiewają razem z zespołem. Technicznie nie można nikomu z muzyków niczego zarzucić, tam każdy wie co ma robić i co grać. No ale to tak jak już wspomniałam przywilej doświadczenia życiowego i scenicznego. Nic dodać nic ująć - pełna profeska.
Ostatni zespół wieczoru to NIGDY WIĘCEJ. Czyżby nazwa miała być adekwatna do całego wieczoru? Nic podobnego. Chłopaki wyszli na scenę i wprowadzili tak ciekawy nastrój, że chciało się ich słuchać bez końca. Sprawili nawet, że mimo ogromnego zmęczenia i bólu zatok podniosłam tyłek z siedzenia ;) Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to zbyt dużo powtórzeń w tekstach, ale to już wizja tekściarza. Dobrze, że wokalista od czasu do czasu potrafił sobie krzyknąć, to dodatkowo przykuwało uwagę. Mieszanka gatunkowa plus czysty wokal mnie przekonały w stu procentach i to był mój faworyt :)
Zanim jednak napiszę wyniki pozwólcie, że przedstawię jury:
Anita Grobelak - przewodnicząca jury, Stowarzyszenie Proartystyczne Integracja, Teatr from Poland
Ewa Malinowska - dziś jesiennie nastrojona blogerka pisząca pod szyldem Sober Rock Canal
Maciej Malinowski - muzyk, gitarzysta, twórca i realizator nagrań. Muzyka to jego pasja, a krąg ludzi których tą pasją zaraża wciąż się powiększa
Bartek Bernacki - perkusista, miłośnik dobrych muzycznych brzmień. Znamy go między innymi z występów w zespole Fabryka Kości.
Robert Mikołajczyk - perkusista zespołu Biały Szum, pasjonat częstochowskich koncertów, zwłaszcza tych odbywających się w Teatrze From Poland
A wyniki przedstawiają się następująco:
1. miejsce - LEŚNE LUDKI
2. miejsce - NIGDY WIĘCEJ
3. miejsce - REGENESE
Nagroda publiczności:
REGENESE
Zauważyliście jak różne mogą być emocje, kiedy spojrzy się na coś z innej perspektywy?
Specjalnie zaczęłam od tej historii bo będzie miała ona odniesienie do tego co działo się w sobotę w TFP. Ostatni dzień przesłuchań konkursowych, czyli kategoria FREE mnie osobiście rozczarował. Może dlatego, że naprawdę wiele sobie obiecywałam po startujących zespołach. Kategoria FREE jest niczym nie ograniczona, więc chciałam usłyszeć coś świeżego i nowatorskiego. A jak było?
Jak zwykle rozpoczęcie imprezy przeciągało się niemiłosiernie długo, ale do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Jako pierwszy na scenie zameldował się zespół OJSZCZANE MURY. No i mieliśmy pierwszy dramat tego dnia. Napiszę szczerze, że takiej żenady chyba nikt z nas nie przewidział. Wprawdzie chłopaki mówili coś o chorobach, które nie pozwoliły im dostatecznie przygotować się do koncertu, ale to był istny dramat. Ten zespół nigdy nie był wybitnie wyróżniającym się, ale martwi mnie fakt, że chłopaków już chyba przestało bawić samo stanie na scenie. Trochę miałam wrażenie, że oni są na scenie za karę, albo przez przypadek. Chłopaki chyba czas przemyśleć swoją muzyczną drogę.
Po stosunkowo krótkiej przerwie na scenie pojawił się zespół PUBLIC RUN z czterema gitarzystami. Z ciekawością patrzeliśmy jaki to przyniesie efekt. Okazało się, że muzycy po prostu zmieniają się na scenie grając tylko w konkretnych utworach. Oczywiście ogromny plus dla zespołu za próbę wprowadzenia czegoś nowego. Pierwszy utwór zespół zagrał tylko w trójkę - bas, perkusja i śpiewający gitarzysta. Fajnie im to wyszło, choć pan gitarzysta/wokalista musi popracować trochę nad swoim śpiewem, bo gra zawodowo ;) Kolejne utwory pozwalały nam zobaczyć i usłyszeć na scenie różnych gitarzystów i wokalistę głównego, który ma bardzo fajną barwę głosu. Chłopaki muszę jeszcze popracować nad swoimi aranżacjami, ale myślę, że jeszcze nie raz o nich usłyszymy :)
Z numerem trzy na scenie mamy zespół SUGEROWANA CENA DETALICZNA, z którymi kiedyś miałam przyjemność przeprowadzić wywiad. No i mamy prawdziwą moc i energię punk rocka. Chylę czoła przed gitarzystą solowym który w jednym z pierwszych utworów wykręcił naprawdę przyjemną solóweczkę. Widać i słychać było, że chłopaki wyrobili się na scenie. Ich dobra zabawa szybko przeniosła się na licznie zgromadzoną widownię. Jednak tym razem widać było, że chłopaki zwracają uwagę przede wszystkim na muzykę a dopiero potem na wygłupy - brawo. Wniosek końcowy - chyba zawsze chłopaki powinni grać o tak "wczesnej" jak dla nich porze ;)
W konkursowym przeglądzie z numerem cztery wystąpili debiutanci, zespół REGENESE. Na scenie mamy praktycznie same dziewczyny, jedyny rodzynek to chłopak grający na basie. Jako, że w jury zasiadają w większości mężczyźni i do tego dwóch z nich jest perkusistami to sami sobie dopowiedzcie jakie były ich reakcje na kobietę siedzącą za perkusją ;) Oczywiście nie dało się nie zauważyć stresu który towarzyszył debiutantom na wejściu. Na szczęście mają charyzmatyczną i zdolną wokalistkę, która kupiła mnie od pierwszego utworu. Chciało się jej słuchać i słuchać... Plus również za to, że próbowała zintegrować zespół z publiką - co zresztą świetnie jej wyszło. Jestem oczarowana i czekam na kolejne odsłony tej ekipy :)
Kolejny wykonawca to zespół ETERNAL SPIRITIS, który mieliśmy już okazję usłyszeć kilkukrotnie. Ciekawa byłam co tym razem zaprezentuje nam ten żywiołowy skład. Niestety już na wstępie problemy z piecem gitarzysty solowego sprawiły, że musieliśmy naprawdę długo czekać na rozpoczęcie koncertu. Oczywiście dało by się o tym zapomnieć, gdyby nie fakt, że sytuacja ta spięła cały zespół. Już nie dało się odczuć tej pozytywnej energii którą się odczuwa zazwyczaj podczas ich występów. Kolejnym "problemem" zespołu jest chyba zbyt dużo muzyków na scenie co powodowało momentami straszny chaos. Trzeba by było popracować nad głośnością poszczególnych instrumentów bo puzon i trąbka przykrywały nawet perkusję. Wokalistka też niepotrzebnie musi przekrzykiwać całość przez co traci na jakości wokalu. Natomiast wstawka w której mogliśmy usłyszeć popisy basu i delikatny wokal była po prostu świetna.
Numer sześć to zespół LEŚNE LUDKI. Można rzec, że weterani na scenie :) Panowie całkiem przyjemnie sobie poczynają. Ludzie też się świetnie bawią a nawet śpiewają razem z zespołem. Technicznie nie można nikomu z muzyków niczego zarzucić, tam każdy wie co ma robić i co grać. No ale to tak jak już wspomniałam przywilej doświadczenia życiowego i scenicznego. Nic dodać nic ująć - pełna profeska.
Ostatni zespół wieczoru to NIGDY WIĘCEJ. Czyżby nazwa miała być adekwatna do całego wieczoru? Nic podobnego. Chłopaki wyszli na scenę i wprowadzili tak ciekawy nastrój, że chciało się ich słuchać bez końca. Sprawili nawet, że mimo ogromnego zmęczenia i bólu zatok podniosłam tyłek z siedzenia ;) Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to zbyt dużo powtórzeń w tekstach, ale to już wizja tekściarza. Dobrze, że wokalista od czasu do czasu potrafił sobie krzyknąć, to dodatkowo przykuwało uwagę. Mieszanka gatunkowa plus czysty wokal mnie przekonały w stu procentach i to był mój faworyt :)
Zanim jednak napiszę wyniki pozwólcie, że przedstawię jury:
Anita Grobelak - przewodnicząca jury, Stowarzyszenie Proartystyczne Integracja, Teatr from Poland
Ewa Malinowska - dziś jesiennie nastrojona blogerka pisząca pod szyldem Sober Rock Canal
Maciej Malinowski - muzyk, gitarzysta, twórca i realizator nagrań. Muzyka to jego pasja, a krąg ludzi których tą pasją zaraża wciąż się powiększa
Bartek Bernacki - perkusista, miłośnik dobrych muzycznych brzmień. Znamy go między innymi z występów w zespole Fabryka Kości.
Robert Mikołajczyk - perkusista zespołu Biały Szum, pasjonat częstochowskich koncertów, zwłaszcza tych odbywających się w Teatrze From Poland
A wyniki przedstawiają się następująco:
1. miejsce - LEŚNE LUDKI
2. miejsce - NIGDY WIĘCEJ
3. miejsce - REGENESE
Nagroda publiczności:
REGENESE
sobota, 20 września 2014
Słodko gorzki smak życia
Pisząc szczerze miałam sobie zafundować przedpołudnie wolne od muzyki, ale usłyszałam pewien utwór i po prostu muszę się z Wami podzielić tym odkryciem.
Ale zanim przejdę do głównego tematu pozwólcie, że zaproszę Was na ciekawie zapowiadającą się imprezę. Otóż już dziś wieczorem w TFP kolejna konkursowa odsłona imprezy V Free Art Fest, kategoria FREE. Czyli dla każdego coś miłego :) A co dokładnie w programie? Od godziny 17 tej na scenie pojawią się zespoły - Ojszczane Mury, Public Run, Sugerowana Cena Detaliczna, Regenese, Wisielec, Eternal Spiritis, Leśne Ludki, Nigdy Więcej, Koloroton. Zapowiada się więc świetna impreza z której relację na pewno zamieszczę w kolejnym wpisie. Od razu jednak zapowiadam, że najwcześniej wpis ten pojawi się w poniedziałkowe popołudnie, gdyż jutro wyjeżdżamy do Krakowa a w poniedziałek na rano do pracy ;)
Przede mną pracowity i emocjonujący weekend ale zanim zacznę przygotowania do wieczornego szaleństwa przedstawię Wam zespół który przykuł moją uwagę dzisiejszego ranka.
No i właśnie w tym momencie dostałam wiadomość o śmierci kolejnego młodego człowieka związanego z częstochowską hip hopową sceną muzyczną. Niestety walkę z ciężką chorobą przegrał Bartek Sikora z częstochowskiego Projektu 42-200. Jedyne na co mam teraz ochotę to rzucić wszystko i po prostu wyrzucić z siebie całą tą złość i ból. Tylu młodych ludzi odchodzi ostatnio z tego świata, że coraz trudniej mi się z tym pogodzić. Najgorsza jak zwykle jest bezradność, no bo co my możemy...
Jednak zdecydowałam się dokończyć rozpoczęty już wpis, żeby nie umknął mi ten fajnie zapowiadający się amerykański debiut.
Zespół nazywa się ALAYA a utwór który przykuł dziś rano moją uwagę to "Inside", posłuchajcie:
https://www.youtube.com/watch?v=VTiJEj1TcKw
Zespół Alaya debiutuje na rynku prog metalowym krążkiem o nazwie "Thrones". I to jak debiutuje :) Ile recenzji bym nie czytała z tylu można wyciągnąć tylko jeden wniosek - najlepszy debiut tego roku.
Oczywiście znaleźć można również maruderów którzy zarzucają zespołowi zbyt dużą rozbieżność gatunkową i brak spójności. Ale ja się z tym zupełnie nie zgodzę. Uwielbiam otwartych na muzykę i różnorodność gatunkową muzyków. Co z tego że wokalista ma typowo popowy wokal, skoro w połączeniu z typowo metalową perkusją i mocnymi gitarami brzmi to dobrze. Wszystko to kwestia aranżacji, które w odsłuchanych przeze mnie utworach tworzą spójną całość.
Posłuchajcie sami kolejnej propozycji tego zespołu, utwór "Sleep"
https://www.youtube.com/watch?v=G7-7Mtz8WXw
Wiem, że nie wszystkich przekona ta muzyka no ale też chyba nie o to chodzi by na siłę się komuś przypodobać ;) Ja uważam, że jak na debiut to chłopaki odwalają kawał dobrej roboty. Gratuluję i trzymam kciuki za dalszy rozwój. Bo skoro pierwszy krążek tak genialnie brzmi to co będzie dalej :)
Na zakończenie tytułowy utwór płyty: "Thrones"
https://www.youtube.com/watch?v=uixLPRQO43k
Zmykam już kochani trochę się pozbierać, bo wiadomość o śmierci Bartka totalnie mnie rozbiła.
Wniosek na dziś - Czasem warto zatrzymać się na chwilę i przemyśleć swoje życie, zanim nie będzie za późno...
Trzymajcie się ciepło
Ale zanim przejdę do głównego tematu pozwólcie, że zaproszę Was na ciekawie zapowiadającą się imprezę. Otóż już dziś wieczorem w TFP kolejna konkursowa odsłona imprezy V Free Art Fest, kategoria FREE. Czyli dla każdego coś miłego :) A co dokładnie w programie? Od godziny 17 tej na scenie pojawią się zespoły - Ojszczane Mury, Public Run, Sugerowana Cena Detaliczna, Regenese, Wisielec, Eternal Spiritis, Leśne Ludki, Nigdy Więcej, Koloroton. Zapowiada się więc świetna impreza z której relację na pewno zamieszczę w kolejnym wpisie. Od razu jednak zapowiadam, że najwcześniej wpis ten pojawi się w poniedziałkowe popołudnie, gdyż jutro wyjeżdżamy do Krakowa a w poniedziałek na rano do pracy ;)
Przede mną pracowity i emocjonujący weekend ale zanim zacznę przygotowania do wieczornego szaleństwa przedstawię Wam zespół który przykuł moją uwagę dzisiejszego ranka.
No i właśnie w tym momencie dostałam wiadomość o śmierci kolejnego młodego człowieka związanego z częstochowską hip hopową sceną muzyczną. Niestety walkę z ciężką chorobą przegrał Bartek Sikora z częstochowskiego Projektu 42-200. Jedyne na co mam teraz ochotę to rzucić wszystko i po prostu wyrzucić z siebie całą tą złość i ból. Tylu młodych ludzi odchodzi ostatnio z tego świata, że coraz trudniej mi się z tym pogodzić. Najgorsza jak zwykle jest bezradność, no bo co my możemy...
Jednak zdecydowałam się dokończyć rozpoczęty już wpis, żeby nie umknął mi ten fajnie zapowiadający się amerykański debiut.
Zespół nazywa się ALAYA a utwór który przykuł dziś rano moją uwagę to "Inside", posłuchajcie:
https://www.youtube.com/watch?v=VTiJEj1TcKw
Zespół Alaya debiutuje na rynku prog metalowym krążkiem o nazwie "Thrones". I to jak debiutuje :) Ile recenzji bym nie czytała z tylu można wyciągnąć tylko jeden wniosek - najlepszy debiut tego roku.
Oczywiście znaleźć można również maruderów którzy zarzucają zespołowi zbyt dużą rozbieżność gatunkową i brak spójności. Ale ja się z tym zupełnie nie zgodzę. Uwielbiam otwartych na muzykę i różnorodność gatunkową muzyków. Co z tego że wokalista ma typowo popowy wokal, skoro w połączeniu z typowo metalową perkusją i mocnymi gitarami brzmi to dobrze. Wszystko to kwestia aranżacji, które w odsłuchanych przeze mnie utworach tworzą spójną całość.
Posłuchajcie sami kolejnej propozycji tego zespołu, utwór "Sleep"
https://www.youtube.com/watch?v=G7-7Mtz8WXw
Wiem, że nie wszystkich przekona ta muzyka no ale też chyba nie o to chodzi by na siłę się komuś przypodobać ;) Ja uważam, że jak na debiut to chłopaki odwalają kawał dobrej roboty. Gratuluję i trzymam kciuki za dalszy rozwój. Bo skoro pierwszy krążek tak genialnie brzmi to co będzie dalej :)
Na zakończenie tytułowy utwór płyty: "Thrones"
https://www.youtube.com/watch?v=uixLPRQO43k
Zmykam już kochani trochę się pozbierać, bo wiadomość o śmierci Bartka totalnie mnie rozbiła.
Wniosek na dziś - Czasem warto zatrzymać się na chwilę i przemyśleć swoje życie, zanim nie będzie za późno...
Trzymajcie się ciepło
piątek, 14 marca 2014
Wywiad z zespołem Turbo - część II
Zgodnie z zapowiedziom, dziś druga część wywiadu z zespołem Turbo.
Przypominam, że rozmowę przeprowadził mój redakcyjny kolega Kebab.
Przypominam, że rozmowę przeprowadził mój redakcyjny kolega Kebab.
M.K.: Spróbujmy porównać promocję Waszych dwóch płyt "Strażnik Światła" i "Piąty Żywioł".
Bogusz Rutkiewicz: Promocja jest
dokładnie taka sama, natomiast ta płyta się trochę bardziej
broni, ponieważ ona jest inna od strażnika i jest prostsza.
"Strażnik Światła" jest takim dużym artystycznie
osiągnięciem, natomiast ta płyta jest bardziej w cudzyszłowiu
przebojowa. Więc mimo takiej samej nędznej reklamy płyty "Piąty
Żywioł", ona odniosła większy sukces. Ja osobiście jak
miałbym wybierać już po zakończeniu działalności zespołu, to
na dzisiaj naszym największym osiągnięciem jest właśnie
"Strażnik Światła", nie "Kawaleria Szatana",
nie "Dorosłe Dzieci" tylko właśnie "Strażnik
Światła". To jest nasze, jako muzyków, artystów największe
osiągniecie i zawsze będę tej płyty bronił chyba, że zrobimy
coś jeszcze bardziej wartościowego, ale było by ciężko.
Wojciech Hoffman: Nie, nie było by ciężko tylko ...
W.H. i B.R. (jednocześnie): Czy jest sens.
Wojciech Hoffman: Nie, nie było by ciężko tylko ...
W.H. i B.R. (jednocześnie): Czy jest sens.
M.K.: W takim razie
"Strażnik Światła" to największe osiągnięcie zespołu
"Turbo"?
B.R.: Największym naszym osiągnięciem jest to, że ty tu dzisiaj z nami siedzisz; że rozmawiamy. Bo w tym momencie przychodzi trzecie pokolenie fanów.
W.H.: Ostatnio jak graliśmy to mnóstwo ludzi młodych przychodziło z winylami. Dziewczyna, która akurat była przy wywiadzie, popłakała się, obcałowała mnie i opowiedziała, że tata jej pokazał "Turbo" i jak mu powiedziała, że gramy to on do niej; "Idź oczywiście, zobacz na żywo".
Na nasze koncerty w 90% przychodzą właśnie takie dzieciaki, co podtrzymuje nas przy życiu, dodają nam młodości i wigoru. Nasi rówieśnicy nie chodzą koncerty bo to już są stare wapna, tak samo jak my, wolą posiedzieć przed telewizorem. A my mimo upływu czasu nadal gramy i to jest nasze największe osiągnięcie.
B.R.: Największym naszym osiągnięciem jest to, że ty tu dzisiaj z nami siedzisz; że rozmawiamy. Bo w tym momencie przychodzi trzecie pokolenie fanów.
W.H.: Ostatnio jak graliśmy to mnóstwo ludzi młodych przychodziło z winylami. Dziewczyna, która akurat była przy wywiadzie, popłakała się, obcałowała mnie i opowiedziała, że tata jej pokazał "Turbo" i jak mu powiedziała, że gramy to on do niej; "Idź oczywiście, zobacz na żywo".
Na nasze koncerty w 90% przychodzą właśnie takie dzieciaki, co podtrzymuje nas przy życiu, dodają nam młodości i wigoru. Nasi rówieśnicy nie chodzą koncerty bo to już są stare wapna, tak samo jak my, wolą posiedzieć przed telewizorem. A my mimo upływu czasu nadal gramy i to jest nasze największe osiągnięcie.
M.K.: A czy "Turbo"
zdarzają/zdarzały się takie koncerty gdzie coś poszło nie tak,
organizator nawalił z plakatami i na wasz koncert przychodzi
zaledwie garstka osób?
B.R.: My się generalnie nigdy nie nastawiamy, na to ile będzie osób, ponieważ my już ten rynek znamy na tyle, że wiemy, że można się wszystkiego spodziewać. Czasami rozmawiamy tam dwa dni, przed koncertem, z jakimś organizatorem który coś stęka, że kiepsko ze sprzedażą biletów, może byśmy zmienili warunki, a my przyjeżdżamy i się okazuję, że jest trzysta osób. Tak więc bardziej są w drugą stronę niespodzianki. My już naprawdę taką sinusoidę mieliśmy jeżeli chodzi o karierę. Byliśmy na dnie i na szczycie, jesteśmy zahartowani i oczekiwań zbyt wielkich nie mamy.
W.H.: Nigdy nie byliśmy na samym szczycie więc nie było z czego spadać.
B.R.: Natomiast mieliśmy takie czasy, swoje 5 minut gdzie grywało się trochę tłumnych koncertów, ale były też okresy gdzie i po pół roku nie graliśmy; nie było gdzie, nie było chętnych. Najważniejsze, żeby kapela to przeczekała, żeby zdawać sobie sprawę, że to minie. Przez to też dużo kapel się rozpada bo nie potrafią tego przeczekać.
B.R.: My się generalnie nigdy nie nastawiamy, na to ile będzie osób, ponieważ my już ten rynek znamy na tyle, że wiemy, że można się wszystkiego spodziewać. Czasami rozmawiamy tam dwa dni, przed koncertem, z jakimś organizatorem który coś stęka, że kiepsko ze sprzedażą biletów, może byśmy zmienili warunki, a my przyjeżdżamy i się okazuję, że jest trzysta osób. Tak więc bardziej są w drugą stronę niespodzianki. My już naprawdę taką sinusoidę mieliśmy jeżeli chodzi o karierę. Byliśmy na dnie i na szczycie, jesteśmy zahartowani i oczekiwań zbyt wielkich nie mamy.
W.H.: Nigdy nie byliśmy na samym szczycie więc nie było z czego spadać.
B.R.: Natomiast mieliśmy takie czasy, swoje 5 minut gdzie grywało się trochę tłumnych koncertów, ale były też okresy gdzie i po pół roku nie graliśmy; nie było gdzie, nie było chętnych. Najważniejsze, żeby kapela to przeczekała, żeby zdawać sobie sprawę, że to minie. Przez to też dużo kapel się rozpada bo nie potrafią tego przeczekać.
M.K.: Jakieś dwa lata
temu, graliście tu u nas koncert charytatywny dla Igora Sikory, pod
hasłem Heavy Sound Solution. Często zdarza wam się grać
koncerty charytatywne ?
B.R.: Widzieliśmy się niedawno z rodzicami Igora. Mówili, że Igorek już chodzi samodzielnie. A co do Twojego pytania to niestety nie możemy sobie pozwolić na zbyt wiele takich charytatywnych koncertów, bo zwyczajnie nas na nie nie stać.
W.H.: Jest dużo ludzi którzy by chcieli, żebyśmy jeździli na takie koncerty, no ale my musimy z czegoś żyć.
B.R.: Ja odbieram korespondencję zespołową i uwierz mi, że w tygodniu jest przynajmniej pięć próśb o takie koncerty. No i ja już niestety nauczyłem się mieć twardą skórę, że tak powiem i z zimną krwią odmawiać. Na początku było mi strasznie ciężko, czułem wyrzuty sumienia. No, ale niestety takie jest życie, nie możemy wszystkim dogodzić, bo nie stać nas na to.
B.R.: Widzieliśmy się niedawno z rodzicami Igora. Mówili, że Igorek już chodzi samodzielnie. A co do Twojego pytania to niestety nie możemy sobie pozwolić na zbyt wiele takich charytatywnych koncertów, bo zwyczajnie nas na nie nie stać.
W.H.: Jest dużo ludzi którzy by chcieli, żebyśmy jeździli na takie koncerty, no ale my musimy z czegoś żyć.
B.R.: Ja odbieram korespondencję zespołową i uwierz mi, że w tygodniu jest przynajmniej pięć próśb o takie koncerty. No i ja już niestety nauczyłem się mieć twardą skórę, że tak powiem i z zimną krwią odmawiać. Na początku było mi strasznie ciężko, czułem wyrzuty sumienia. No, ale niestety takie jest życie, nie możemy wszystkim dogodzić, bo nie stać nas na to.
M.K.: Chyba każdy artysta zanim sam zajął się muzyką miał swego idola na którym chciał się wzorować. Czy Turbo miało taki pierwowzór, dzięki któremu zaczęła się Wasza przygoda z muzyką?
B.R.: Wiesz co, jak ja zacząłem grać to nie miałem żadnego idola, bo zacząłem grać zupełnie przez przypadek.
B.R.: Wiesz co, jak ja zacząłem grać to nie miałem żadnego idola, bo zacząłem grać zupełnie przez przypadek.
Nigdy nie marzyłem o tym, żeby grać
... ale to temat na dłuższą rozmowę rozmowę, a czas nas goni ;)
Prawda jest taka, że założyliśmy
zespół żeby w internacie, gdzie mieszkaliśmy móc robić próby na salce, która jest w skrzydle niedaleko pokoju
dziewczyn (śmiech). Było nas pięciu: dwóch
robiło hałas, a trzech w tym czasie siedziało u dziewczyn :). Później przyszedł taki moment gdzie dyrektor powiedział: "no
panowie dzień kobiet się zbliża". I trzeba było szybko
zacząć robić jakiś repertuar. Tak się moje granie zaczęło.
Idoli nie miałem, natomiast zawsze podobał mi się "Deep
Purple", muzyka typu hardrock jako młodemu chłopakowi, ciężki
rock typu "Black Sabbath", Zeppelini mniej, "Pink
Floyd. Miałem
ulubione kapele, natomiast idoli jako instrumentalistów nie miałem.
W.H.: Ja miałem, jestem 10 lat starszy od Bogusza więc jakby dorastałem w epoce Beatles'ów, "Rolling Stones" no i przede wszystkim "Czerwonych Gitar", bo to było polskie, śpiewane dla nas, do ówczesnych dzieciaków. Krzysiek Klenczon był takim pierwszym rockman'em. Potem jak przyszła właśnie ta era hardrocka, czyli początek lat 70-tych to tak jak Bogusz też mówił "Deep Purple" to jest absolutny numer jeden na świecie i Ritchie Blackmore to jest... . Klenczon, Deep Purple i Blackmoor nawet gdyby byli, albo nawet i są jacyś lepsi od nich, to dla mnie nie ma to żadnego znaczenia bo dla mnie oni są na samej górze i zawsze tam będą. Tak więc to są moi najwięksi, absolutnie najwięksi idole.
W.H.: Ja miałem, jestem 10 lat starszy od Bogusza więc jakby dorastałem w epoce Beatles'ów, "Rolling Stones" no i przede wszystkim "Czerwonych Gitar", bo to było polskie, śpiewane dla nas, do ówczesnych dzieciaków. Krzysiek Klenczon był takim pierwszym rockman'em. Potem jak przyszła właśnie ta era hardrocka, czyli początek lat 70-tych to tak jak Bogusz też mówił "Deep Purple" to jest absolutny numer jeden na świecie i Ritchie Blackmore to jest... . Klenczon, Deep Purple i Blackmoor nawet gdyby byli, albo nawet i są jacyś lepsi od nich, to dla mnie nie ma to żadnego znaczenia bo dla mnie oni są na samej górze i zawsze tam będą. Tak więc to są moi najwięksi, absolutnie najwięksi idole.
M.K.: Czyli można z
czystym sumieniem powiedzieć, że to wszystko zaczęło się dzięki
"Czerwonym Gitarom".
W.H.: Oczywiście, jak najbardziej, nie wstydzę się tego. Nawet teraz robię taki projekt "Klenczon Projekt" w którym będziemy grać piosenki Klenczona w aranżacjach beatlesowsko-hendrixsowskich. Bo Krzysiek Klenczon pod koniec lat 60-tych usłyszał Hendrixa, a ponieważ byl rockman'em z krwi i kości to w tamtym kierunku chciał iść. Chciał grać inną muzykę, już nie takie sialalalki tylko wiesz takie dopie*dolenie. Ale to już jest inna historia.
M.K: W takim razie nie pozostało mi nic innego jak życzyć wam udanego koncertu i podziękować bardzo za wywiad.
W.H.: Dzięki.
W.H.: Oczywiście, jak najbardziej, nie wstydzę się tego. Nawet teraz robię taki projekt "Klenczon Projekt" w którym będziemy grać piosenki Klenczona w aranżacjach beatlesowsko-hendrixsowskich. Bo Krzysiek Klenczon pod koniec lat 60-tych usłyszał Hendrixa, a ponieważ byl rockman'em z krwi i kości to w tamtym kierunku chciał iść. Chciał grać inną muzykę, już nie takie sialalalki tylko wiesz takie dopie*dolenie. Ale to już jest inna historia.
M.K: W takim razie nie pozostało mi nic innego jak życzyć wam udanego koncertu i podziękować bardzo za wywiad.
W.H.: Dzięki.
czwartek, 13 marca 2014
Wywiad z zespołem Turbo - część I
Dziś mam dla Was niespodziankę :)
Jak zapewne wiecie Sober Rock Canal to nie tylko blog, ale cały portal muzyczny, w którym pracuje kilkoro redaktorów muzycznych.
Jeden z nich dokładnie Kebab miał przyjemność specjalnie dla Sober Rock Canal przeprowadzić wywiad z zespołem Turbo.
Nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko zapowiedzieć; przed Wami i specjalnie dla Was relacja z rozmowy z zespołem Turbo.
Jak zapewne wiecie Sober Rock Canal to nie tylko blog, ale cały portal muzyczny, w którym pracuje kilkoro redaktorów muzycznych.
Jeden z nich dokładnie Kebab miał przyjemność specjalnie dla Sober Rock Canal przeprowadzić wywiad z zespołem Turbo.
Nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko zapowiedzieć; przed Wami i specjalnie dla Was relacja z rozmowy z zespołem Turbo.
"Przychodzi trzecie pokolenie fanów" - Wojciech Hoffman i Bogusz Rutowicz
Mateusz Kiebduj: Dzisiejszy koncert jest przede wszystkim spowodowany wydaniem waszej najnowszej płyty "Piąty Żywioł", to jest wasza druga trasa koncertowa mająca na celu promowanie waszej płyty?
Bogusz Rutkiewicz: Wiesz co, to jest taki bardziej drugi ciąg tej trasy koncertowej. Ponieważ zaczęliśmy na początku grudnia, później wiadomo okres przed świąteczny nie sprzyjał, styczeń no to trzeba było się po sylwestrze ogarnąć i na spokojnie poszykować dalsze terminy, także w trasę ruszamy tak naprawdę dopiero za tydzień. Wczoraj i dzisiaj gramy takie koncerty weekendowe, a tą stricte trasę zaczynamy dopiero za tydzień.
M.K.: Dużo jeszcze pracy przed Wami związanych z promocją waszej płyty?
Wojciech Hoffman: To zależy jak długo jeszcze będziemy żyć (śmiech). Nie no myślę, że do końca roku, tak naprawdę to do następnej płyty grasz trasę promującą płytę.
M.K: Na początku roku Tomek zaczął nagrywać płytę "Piąty Żywioł" w wersji angielskiej, kiedy będziemy mogli usłyszeć efekty jego pracy?
B.R.: U nas już można, mamy egzemplarze fizycznie w rękach, wczoraj dostaliśmy. Także już za tydzień na koncertach, na które będziemy jechać tę płytę będzie można kupić.
W.H.: Z tego co się orientuje płytę tą można będzie kupić w sklepach już od 13-go marca.
M.K.: A czy w związku z tą płytą planujecie jakieś trasy koncertowe za granicą, jakieś prace związane z ukazaniem się waszej płyty na zachodzie?
W.H.: W tym roku jeszcze nie, to wymaga trochę pracy, ale planujemy wyjazd do Szwecji na kilka koncertów.
B.R.: Natomiast za granicą trasy koncertowej nie planujemy, bo umówmy się, żeby tam zagrać tak jak normalnie gramy w Polsce to potrzeba laty ciężkiej pracy promocyjnej. Jeżdżenia jako jakiś tam supporcik przed kimś tam, czy coś takiego. My mieliśmy taką szansę 30 lat temu, ale ze względu na różne rzeczy nie wyszło.
W.H.: To znaczy zobaczymy, jeśli te festiwale w Szwecji wyjdą i ludzie będą zainteresowani to na pewno jakieś koncerty będziemy tam grać. Natomiast kariery takiej wielkiej nie zrobimy, typu "Behemoth" bo jesteśmy, że tak powiem starsi panowie dwaj i nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał zainwestować w takich staruchów, mając młodzież pod ręką. Nie mniej jednak ponieważ "Turbo" wydało jakieś płyty na zachodzie kiedyś i coś jeszcze pozostało z tamtych lat w świadomości tamtych ludzi i myślę, że udało by się wiesz ... jakieś koncerty jeszcze pograć.
M.K.: Jako, że macie już dosyć duże doświadczenie , jeżeli chodzi o polską scenę muzyczną i mogąc porównać lata 80-te, 90-te, a to co mamy teraz. To czy waszym zdaniem to są dobre czasy dla młodych, utalentowanych zespołów rockowych na to, aby mogły coś osiągnąć?
W.H.: Młodzież nie ma teraz żadnych szans, młodzież jest przegrana na starcie jeżeli chodzi o muzykę rockową. Nie ma żadnej szansy zaistnienia, ponieważ perfidnie jacyś debile w postaci redaktorów radiowych, wytwórni płytowych, blokują muzykę rockową na to aby mogła coś osiągnąć.
M.K.: Każdy odłam muzyki rockowej?
W.H.: Tak, ponieważ młodzieżą rockową nie można sterować, ludzie którzy kochają rocka nie są do sterowania.Oni się nie dadzą tak jak te głupie panienki w telewizji, czy jacyś faceci, którzy nie pozwalają malować. Tu chodzi o to, że w muzykę wkradły się korporacje, w tej chwili muzyka to jest biznes. Oni wszyscy chcą wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy. Oni wszyscy chcą wyciągnąć pieniądze, z jak największej ilości głupiej młodzieży której się wydaje, że robią karierę.
M.K.: Ale, czy nie o to właśnie chodzi w muzyce rockowej, żeby być wolnym, żeby nie pozwolić sobą sterować?
W.H.: Tak, do pewnego momentu, są wolni i szczęśliwi, potem sfrustrowani i niezadowoleni.
B.R.: Jak to powiedział poeta " z młodych gniewnych, powstaną starzy wku*wieni. Tak niestety jest, bo żeby być wolnym trzeba być niezależnym i bogatym, młodemu człowiekowi się wydaje, że jest wolny. On jest wolny do momentu jak rodzice za niego płacą za prąd, bo mama płaci za naukę. Do momentu aż nie znajdzie pracy to wtedy jest wolny, ale wiesz wtedy można mówić o jakiejś pseudo wolności. Jeżeli
chodzi strictę o muzykę to muzycy rockowi nie będą wolni bo oni
muszą ...
W.H.: Zapie*dalać do pracy!
B.R.: No krótko mówiąc.
My mamy to szczęście, że my nie musimy, ale i tak nie opływamy w
kokosy.
W.H.: Ani opakowania do kokosów (śmiech).
B.R.: My
balansujemy na opłacalności tego wszystkiego. Więc skoro taka
kapela jak my ledwo buja się na powierzchni tego g*wna, to młoda
kapela no niestety nie ma szans zajmować się tylko muzyką. A żeby
być w tym dobrym trzeba się niestety trochę tym zajmować.
M.K: Lata 80-te były lepsze pod tym względem ?
B.R.: No tak, bo wiesz media dostały zielone światło na tą muzykę. Były problemy w kraju to odciągnijmy młodzież od tych problemów, niech się oni wyszaleją na tych koncertach. Niech sobie puszczają ci redaktorzy tą muzykę rockową, niech młodzież sobie chodzi na te koncerty i tam niech po prostu ta dzicz się wyszaleję, a nie na ulicy. To wszystko było na tej zasadzie i dlatego było zielone światło. Później zaczęły się te transformacje i zaczął się showbiznes.
M.K: Lata 80-te były lepsze pod tym względem ?
B.R.: No tak, bo wiesz media dostały zielone światło na tą muzykę. Były problemy w kraju to odciągnijmy młodzież od tych problemów, niech się oni wyszaleją na tych koncertach. Niech sobie puszczają ci redaktorzy tą muzykę rockową, niech młodzież sobie chodzi na te koncerty i tam niech po prostu ta dzicz się wyszaleję, a nie na ulicy. To wszystko było na tej zasadzie i dlatego było zielone światło. Później zaczęły się te transformacje i zaczął się showbiznes.
W.H.: Szczołbiznes.
B.R.: W momencie kiedy zaczął się showbiznes skończyła się muzyka. Bo dzisiaj kapele typu "Pink Floyd" gdyby powstały gdzieś u nas w garażu to nikt by o nich nie usłyszał, bo teraz nie ma szans na taką muzykę. A ja pamiętam za moich czasów słuchało się wszystkiego co było dobre i nie mówię tylko o muzyce rockowej, nawet muzyka pop-owa była dziesięć razy lepsza. Jak posłuchasz sobie "Abby" tych aranży, tych harmonii to jednym palcem zabija te g*wniane, plastikowe dzisiejsze produkcję, nawet zachodnich miast.
M.K: Ale przecież cały czas są, jeszcze kapele rockowe, z lat 80-tych, 90-tych które grają do dzisiaj.
B.R.: W tej chwili ze starych kapel gra: "Kat", "TSA", "Acid Drinkers", my, "Vader" i "Behemoth" no i jeszcze "Coma"
W.H.: wszystkie kapele z lat 90-tych zostały rozmiękczone. "Hey", zobacz co teraz grają, "Ira", "Wilki". Albo "Bracia" zobacz sam, pierwsza płyta za*bista, teraz ...
B.R.: No niestety jeśli chcesz przetrwać musisz być w mediach, a żeby być w mediach musisz popychać pierdoły, a że my nigdy pierdół nie graliśmy przez te 30 lat to ...
W.H.: Czasami się zastanawiamy ...
M.K: Czy było warto ?W.H: Tak czy nie trzeba było przedtem pierdoły grać i teraz byśmy mieli święty spokój byśmy sobie żyli jak "Lady Pank".
M.K: No ale przecież mieliście taki okres kiedy stawaliście przed tym wyborem, czy takich pierdół nie popychać.
W.H.: Okres "błędów i wypaczeń".
B.R.: To było parę miesięcy i my świadomie z tego zrezygnowaliśmy, wiesz co nie byliśmy wtedy na tyle wyrachowani, żeby się tego trzymać.
W.H.: Inna muzyka nam w duszy grała.
M.K: Żałujecie, tej decyzji, przecież dzięki temu, przez te wszystkie lata pozostali ci prawdziwi, wierni fani waszej muzyki.
B.R.: Patrząc na to, z punktu widzenia muzyka, artysty to oczywiście nie żałujemy, patrząc z punktu widzenia człowieka stojącego nad grobem, który boryka się z codziennością to takie myśli po głowie chodzą.
W.H.: U nas jest tylko jeden, jedyny problem, gdyby ten problem został rozwiązany to na nasze koncerty przychodziło by przynajmniej 1000 osób na każdy koncert. To są media, nas nie ma w mediach, bo my gramy taki heavy metal ludyczny, ja to nazywam czasami nawet metalo-polo, bo muzyka heavy metalowa to jest prosta muzyka, ma prosty przekaz, proste teksty, jest bardzo melodyjna, to są proste riffy, to wszystko służy do zabawy a ludzie lubią się bawić. Tylko po prostu wszystkie rozgłośnie z uporem maniaka puszczają tylko "Dorosłe Dzieci" i w momencie jak płyta wyjdzie to coś tam puszczą, ale generalnie od razu maja nas tak. ( Wojtek Hoffman krzyżuje ręce w geście : "Takiego wała ")
B.R: Po prostu teraz trzeba płacić mediom za puszczanie utworów.
B.R.: W momencie kiedy zaczął się showbiznes skończyła się muzyka. Bo dzisiaj kapele typu "Pink Floyd" gdyby powstały gdzieś u nas w garażu to nikt by o nich nie usłyszał, bo teraz nie ma szans na taką muzykę. A ja pamiętam za moich czasów słuchało się wszystkiego co było dobre i nie mówię tylko o muzyce rockowej, nawet muzyka pop-owa była dziesięć razy lepsza. Jak posłuchasz sobie "Abby" tych aranży, tych harmonii to jednym palcem zabija te g*wniane, plastikowe dzisiejsze produkcję, nawet zachodnich miast.
M.K: Ale przecież cały czas są, jeszcze kapele rockowe, z lat 80-tych, 90-tych które grają do dzisiaj.
B.R.: W tej chwili ze starych kapel gra: "Kat", "TSA", "Acid Drinkers", my, "Vader" i "Behemoth" no i jeszcze "Coma"
W.H.: wszystkie kapele z lat 90-tych zostały rozmiękczone. "Hey", zobacz co teraz grają, "Ira", "Wilki". Albo "Bracia" zobacz sam, pierwsza płyta za*bista, teraz ...
B.R.: No niestety jeśli chcesz przetrwać musisz być w mediach, a żeby być w mediach musisz popychać pierdoły, a że my nigdy pierdół nie graliśmy przez te 30 lat to ...
W.H.: Czasami się zastanawiamy ...
M.K: Czy było warto ?W.H: Tak czy nie trzeba było przedtem pierdoły grać i teraz byśmy mieli święty spokój byśmy sobie żyli jak "Lady Pank".
M.K: No ale przecież mieliście taki okres kiedy stawaliście przed tym wyborem, czy takich pierdół nie popychać.
W.H.: Okres "błędów i wypaczeń".
B.R.: To było parę miesięcy i my świadomie z tego zrezygnowaliśmy, wiesz co nie byliśmy wtedy na tyle wyrachowani, żeby się tego trzymać.
W.H.: Inna muzyka nam w duszy grała.
M.K: Żałujecie, tej decyzji, przecież dzięki temu, przez te wszystkie lata pozostali ci prawdziwi, wierni fani waszej muzyki.
B.R.: Patrząc na to, z punktu widzenia muzyka, artysty to oczywiście nie żałujemy, patrząc z punktu widzenia człowieka stojącego nad grobem, który boryka się z codziennością to takie myśli po głowie chodzą.
W.H.: U nas jest tylko jeden, jedyny problem, gdyby ten problem został rozwiązany to na nasze koncerty przychodziło by przynajmniej 1000 osób na każdy koncert. To są media, nas nie ma w mediach, bo my gramy taki heavy metal ludyczny, ja to nazywam czasami nawet metalo-polo, bo muzyka heavy metalowa to jest prosta muzyka, ma prosty przekaz, proste teksty, jest bardzo melodyjna, to są proste riffy, to wszystko służy do zabawy a ludzie lubią się bawić. Tylko po prostu wszystkie rozgłośnie z uporem maniaka puszczają tylko "Dorosłe Dzieci" i w momencie jak płyta wyjdzie to coś tam puszczą, ale generalnie od razu maja nas tak. ( Wojtek Hoffman krzyżuje ręce w geście : "Takiego wała ")
B.R: Po prostu teraz trzeba płacić mediom za puszczanie utworów.
Jeśli chcecie przeczytać część dalszą tego wywiadu zapraszam już w piątek :)
niedziela, 27 października 2013
Niebanalny wywiad z zespołem Sugerowana Cena Detaliczna
Raport z akcji:
Po czterdziesto minutowym marszu dotarliśmy do kwatery głównej Sugerowanej Ceny Detalicznej. Zmęczeni, ale szczęśliwi że trafiliśmy już na miejsce wkraczamy na posesję. Na czas remontu próbowni chłopaki przenieśli się do przydomowego garażu w którym rozstawili już swój sprzęt. Zanim udaje nam się porozmawiać musimy pokonać niewidzialną ale dość bolesną siłę. Okazuje się, że prąd ma na to popołudnie swoje własne plany i nie można było dotknąć nie tylko gitar, ale też ludzi :P
Po kilku minutowych trudach udało nam się spokojnie usiąść i przystąpić do działań wywiadowczych.
Ewa - Na rozgrzewkę pytanie klucz - skąd nazwa Sugerowana Cena Detaliczna?
SCD- Kiedy zastanawialiśmy się nad nazwą zespołu po głowie chodziło nam wiele opcji. Rozglądaliśmy się wokół siebie i próbowaliśmy znaleźć inspirację. Nagle Chmielu (Paweł - gitarzysta) patrzy na butelkę od piwa "Może sugerowana cena detaliczna?" no i tak już zostało.
Ewa - Pierwszy koncert zagraliście?
SCD - To było w Teatrze From Poland 23 kwietnia 2009 roku podczas VII Objazdowego Festiwalu Filmowego Watch Docs. Była to dokładnie jedna z imprez towarzyszących temu festiwalowi pod hasłem Muzyka Przeciwko Uprzedzeniom.
Ewa - Skąd pomysł na założenie zespołu punk rockowego?
SCD - Mieliśmy znajomych, którzy założyli zespół o nazwie Opodatkowanie Powietrza i stwierdziliśmy, że skoro oni mogą to my też możemy (śmiech).
Najpierw w zespole było trzech gitarzystów. Na jednej z imprez Kebab (Mateusz - gitara i drugi wokal) poznał się z Bartkiem i po prostu zwerbował go do zespołu jako wokalistę, nie słysząc nawet jak ten śpiewa (śmiech). Dwa tygodnie przed pierwszym koncertem Kebab zadzwonił do Bartka i poinformował go o zbliżającej się imprezie. Umówiliśmy się na pierwszą wspólną próbę i jedyne kryteria jakie wyznaczyliśmy naszemu wokaliście to "ma być głośno i masz się nie wstydzić". I tym sposobem 23 kwietnia na scenie pojawiliśmy się z Bartkiem na wokalu :)
Ewa - I jak wspominacie ten pierwszy koncert?
SCD - Była porażka. Zjadł nas stres, bo ani nie umieliśmy grać, ani się zachować na scenie. Byliśmy gówniarzami - przed koncertem się upiliśmy, a na koncercie mimo iż mieliśmy darmowe piwo, nikt nam go nie chciał dać, bo byliśmy niepełnoletni (śmiech). Takie były początki.
Ewa - Kto z Was pisze teksty?
SCD - Zarówno teksty jak i muzykę w większości pisze Kebab. Ale czasem każdy z nas dorzuci do tego coś od siebie.
Ewa - A czy wasze teksty mają jakiś przekaz?
SCD - Oczywiście. Kiedy zaczynaliśmy grać, byliśmy szczeniakami i nie mieliśmy nic ważnego do powiedzenia. Bo ani nas system nie okradał, bo rodzice dawali nam pieniądze na wszystko, ani nie mieliśmy jakiś większych problemów, więc pisaliśmy o tym co nas otacza - czyli głównie picie i dziewczyny. Każda piosenka jest o czymś konkretnym, jest np. Maniek piroman - piosenka o naszym koledze który sam robił petardy, czy utwór "Prawo jazdy", bo każdy z nas zdawał wtedy prawko. Wszystkie teksty są inspirowane życiem.
Ewa - Czy można powiedzieć, że traktujecie muzykę poważnie?
SCD - Staramy się dobrze bawić. Mamy ambicje na coś więcej, ale zdajemy sobie sprawę z naszych umiejętności, dlatego podchodzimy do tego bardziej na luzie. To co robimy na scenie ma się podobać przede wszystkim nam, wtedy to zaraża też ludzi pod sceną.
Oczywiście chcielibyśmy zagrać np. na Woodstocku ale mamy zbyt mało czasu na próby, bo teraz nie wszyscy mieszkamy w Częstochowie. Ale też przyznajemy że czasem brak nam motywacji.
Ewa - Uwaga Panowie będzie poważne pytanie: Czy uczycie się na błędach i czy potraficie wyciągać wnioski po nieudanym koncercie? O ile oczywiście takowe Wam się zdarzają.
SCD - Zdarzają się, zdarzają (śmiech). Staramy się wyciągać wnioski. Był niedawno taki przypadek, że upiliśmy się przed koncertem i było niefajnie. Przed kolejnym występem już się nawzajem pilnowaliśmy.
Zależy nam na tym, żeby ludziom podobała się nasza muzyka. Kiedy widzimy, że publika się dobrze bawi pod sceną i np jest pogo to od razu jest moc i wtedy człowiek się pilnuje i bardzo stara.
Ewa - Na ostatnim Free Art Feście w TFP zostaliście wyróżnieni za Generator Pozytywnych Emocji, co myślę było dla Was takim mobilizującym kopem w tyłek. Jak to wykorzystaliście i czy w ogóle otworzyło to przed Wami jakieś możliwości?
SCD - Na pewno zmobilizowało nas to do działania. Kebab i Chmielu zapisali się na lekcje gry na gitarze do Macieja Malinowskiego. Poza tym dostaliśmy kilka ciekawych propozycji koncertowych. Ale ewidentnie brakuje w naszym zespole takiej osoby która dosłownie złapałaby nas za mordy i poprowadziła do przodu.
Ewa - Co chcielibyście osiągnąć muzycznie?
SCD - Fajnie by było gdyby ktoś miał nasze kawałki w telefonie na mp 3 i żeby ta muzyka naprawdę się podobała. Chcielibyśmy też zagrać koncert gdzieś poza Częstochową, bo do tej pory jeszcze nam się to nie udało.
Ewa - Nie pozostaje mi nic więcej jak tylko życzyć Wam żebyście znaleźli dobrego managera który załatwi Wam niejeden koncert poza Częstochową. Dziękuję Wam za tą krótką rozmowę i trzymam kciuki za dalszy rozwój zespołu.
SCD - Dziękujemy.
Po czterdziesto minutowym marszu dotarliśmy do kwatery głównej Sugerowanej Ceny Detalicznej. Zmęczeni, ale szczęśliwi że trafiliśmy już na miejsce wkraczamy na posesję. Na czas remontu próbowni chłopaki przenieśli się do przydomowego garażu w którym rozstawili już swój sprzęt. Zanim udaje nam się porozmawiać musimy pokonać niewidzialną ale dość bolesną siłę. Okazuje się, że prąd ma na to popołudnie swoje własne plany i nie można było dotknąć nie tylko gitar, ale też ludzi :P
Po kilku minutowych trudach udało nam się spokojnie usiąść i przystąpić do działań wywiadowczych.
Ewa - Na rozgrzewkę pytanie klucz - skąd nazwa Sugerowana Cena Detaliczna?
SCD- Kiedy zastanawialiśmy się nad nazwą zespołu po głowie chodziło nam wiele opcji. Rozglądaliśmy się wokół siebie i próbowaliśmy znaleźć inspirację. Nagle Chmielu (Paweł - gitarzysta) patrzy na butelkę od piwa "Może sugerowana cena detaliczna?" no i tak już zostało.
Ewa - Pierwszy koncert zagraliście?
SCD - To było w Teatrze From Poland 23 kwietnia 2009 roku podczas VII Objazdowego Festiwalu Filmowego Watch Docs. Była to dokładnie jedna z imprez towarzyszących temu festiwalowi pod hasłem Muzyka Przeciwko Uprzedzeniom.
Ewa - Skąd pomysł na założenie zespołu punk rockowego?
SCD - Mieliśmy znajomych, którzy założyli zespół o nazwie Opodatkowanie Powietrza i stwierdziliśmy, że skoro oni mogą to my też możemy (śmiech).
Najpierw w zespole było trzech gitarzystów. Na jednej z imprez Kebab (Mateusz - gitara i drugi wokal) poznał się z Bartkiem i po prostu zwerbował go do zespołu jako wokalistę, nie słysząc nawet jak ten śpiewa (śmiech). Dwa tygodnie przed pierwszym koncertem Kebab zadzwonił do Bartka i poinformował go o zbliżającej się imprezie. Umówiliśmy się na pierwszą wspólną próbę i jedyne kryteria jakie wyznaczyliśmy naszemu wokaliście to "ma być głośno i masz się nie wstydzić". I tym sposobem 23 kwietnia na scenie pojawiliśmy się z Bartkiem na wokalu :)
Ewa - I jak wspominacie ten pierwszy koncert?
SCD - Była porażka. Zjadł nas stres, bo ani nie umieliśmy grać, ani się zachować na scenie. Byliśmy gówniarzami - przed koncertem się upiliśmy, a na koncercie mimo iż mieliśmy darmowe piwo, nikt nam go nie chciał dać, bo byliśmy niepełnoletni (śmiech). Takie były początki.
Ewa - Kto z Was pisze teksty?
SCD - Zarówno teksty jak i muzykę w większości pisze Kebab. Ale czasem każdy z nas dorzuci do tego coś od siebie.
Ewa - A czy wasze teksty mają jakiś przekaz?
SCD - Oczywiście. Kiedy zaczynaliśmy grać, byliśmy szczeniakami i nie mieliśmy nic ważnego do powiedzenia. Bo ani nas system nie okradał, bo rodzice dawali nam pieniądze na wszystko, ani nie mieliśmy jakiś większych problemów, więc pisaliśmy o tym co nas otacza - czyli głównie picie i dziewczyny. Każda piosenka jest o czymś konkretnym, jest np. Maniek piroman - piosenka o naszym koledze który sam robił petardy, czy utwór "Prawo jazdy", bo każdy z nas zdawał wtedy prawko. Wszystkie teksty są inspirowane życiem.
Ewa - Czy można powiedzieć, że traktujecie muzykę poważnie?
SCD - Staramy się dobrze bawić. Mamy ambicje na coś więcej, ale zdajemy sobie sprawę z naszych umiejętności, dlatego podchodzimy do tego bardziej na luzie. To co robimy na scenie ma się podobać przede wszystkim nam, wtedy to zaraża też ludzi pod sceną.
Oczywiście chcielibyśmy zagrać np. na Woodstocku ale mamy zbyt mało czasu na próby, bo teraz nie wszyscy mieszkamy w Częstochowie. Ale też przyznajemy że czasem brak nam motywacji.
Ewa - Uwaga Panowie będzie poważne pytanie: Czy uczycie się na błędach i czy potraficie wyciągać wnioski po nieudanym koncercie? O ile oczywiście takowe Wam się zdarzają.
SCD - Zdarzają się, zdarzają (śmiech). Staramy się wyciągać wnioski. Był niedawno taki przypadek, że upiliśmy się przed koncertem i było niefajnie. Przed kolejnym występem już się nawzajem pilnowaliśmy.
Zależy nam na tym, żeby ludziom podobała się nasza muzyka. Kiedy widzimy, że publika się dobrze bawi pod sceną i np jest pogo to od razu jest moc i wtedy człowiek się pilnuje i bardzo stara.
Ewa - Na ostatnim Free Art Feście w TFP zostaliście wyróżnieni za Generator Pozytywnych Emocji, co myślę było dla Was takim mobilizującym kopem w tyłek. Jak to wykorzystaliście i czy w ogóle otworzyło to przed Wami jakieś możliwości?
SCD - Na pewno zmobilizowało nas to do działania. Kebab i Chmielu zapisali się na lekcje gry na gitarze do Macieja Malinowskiego. Poza tym dostaliśmy kilka ciekawych propozycji koncertowych. Ale ewidentnie brakuje w naszym zespole takiej osoby która dosłownie złapałaby nas za mordy i poprowadziła do przodu.
Ewa - Co chcielibyście osiągnąć muzycznie?
SCD - Fajnie by było gdyby ktoś miał nasze kawałki w telefonie na mp 3 i żeby ta muzyka naprawdę się podobała. Chcielibyśmy też zagrać koncert gdzieś poza Częstochową, bo do tej pory jeszcze nam się to nie udało.
Ewa - Nie pozostaje mi nic więcej jak tylko życzyć Wam żebyście znaleźli dobrego managera który załatwi Wam niejeden koncert poza Częstochową. Dziękuję Wam za tą krótką rozmowę i trzymam kciuki za dalszy rozwój zespołu.
SCD - Dziękujemy.
![]() |
| Zdjęcie pochodzące z fanpage zespołu |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
