poniedziałek, 31 marca 2014

Mroczne klimaty okiełznane - rozmowa z Obscure Sphinx

Kolejna blogowa niespodzianka dla wiernych czytelników.
Publikuję wywiad z jedną z czołowych polskich kapel post metalowych; przed Wami zespół Obscure Sphinx.


W imieniu zespołu wypowiadał się gitarzysta Aleksander "Olo" Łukomski:
Ewa - Na początek nie mogę sobie odpuścić pytania skąd pomysł na taką nazwę zespołu?
Olo -  Z tą nazwą nie wiążą się chyba jakieś wielkie historie. Ktoś kiedyś rzucił słowami Obscure Sphinx i jakoś przypadło nam to do gustu. Oczywiście była za tym jakaś filozofia ćmy a potem graficzna ideologia, która okazała się być chwytliwa.
Ewa - Jeśli już poruszyłeś temat ćmy to powiedz mi czy grafika stworzona na okładkę płyty "Void Mother" to był Wasz pomysł?
Olo - Kiedy zabieraliśmy się za tworzenie tej płyty naturalną koleją rzeczy było zastanowienie się nad okładką. I kiedy przeszukiwałem internet natrafiłem na artystkę Klaudię Gaugier która robi lalki. Przeglądając zdjęcia jej prac zobaczyłem lalkę która miała na twarzy ćmę i od razu wiedziałem że to jest to czego szukamy. 
Odezwałem się do Klaudii, która początkowo była dość sceptycznie nastawiona do samego pomysłu. Wiadomo gramy muzykę mroczną i nie każdy jest jej fanem, ale Klaudia nie zamknęła się na nas. Przesłaliśmy jej swoje utwory wraz z tekstami i daliśmy trochę czasu. 
Na nasze szczęście Klaudia zgodziła się wykonać specjalnie dla Nas lalkę. Co najważniejsze nic jej nie podpowiadaliśmy Klaudia przy tworzeniu tej "postaci" kierowała się uczuciami jakie wzbudziła w niej nasza muzyka. Efekty tej pracy możecie podziwiać m.in na naszej okładce.
Ewa - Wróćmy na chwilę do początków działalności Obscure Sphinx. Powiedz mi, czy wróżyliście sobie tak udaną muzyczną przyszłość?
Olo - Ciężko mi się wypowiadać, bo dołączyłem do zespołu po jakimś czasie, ale chyba każdy na początku ma takie nadzieje. Tworzy się muzykę po to, żeby trafiała ona do jak największej liczby odbiorców. 
Ale przyznaje, że w pewnym momencie ogromnym zaskoczeniem był dla nas fakt, że aż tak dobrze to się wszystko kręci. 
Ewa - Sam przyznałeś w rozmowie, że Wasza muzyka jest z gatunku tych mrocznych. Powiedz dlaczego zdecydowaliście się na taki akurat rodzaj twórczości?
Olo -  To wyszło zupełnie naturalnie. Wszyscy jesteśmy chyba tak "spaczeni  życiowo" i  po prostu musimy grać taką muzykę (śmiech).
A poważnie mówiąc każdy z Nas ma jakieś inspiracje czy to muzyczne czy życiowe, ale zawsze ten mrok najlepiej nas określał, najbardziej nas pociągał. Te emocje są chyba po prostu najsilniejsze.
Ewa - Pozwól, że wrócę jeszcze na chwilkę do Waszej ostatniej płyty "Void Mother". Wszyscy recenzenci chwalą Was za wręcz idealne dopracowanie materiału na ten krążek. Rzeczywiście, aż tak skupiliście się na technice?
Olo - Na pewno zrobiliśmy dobrą robotę i podeszliśmy do tej płyty tak jak się powinno podchodzić. Oprócz kompozycji i takiego myślenia wirtualnego  nagrywaliśmy poszczególne utwory. Odsłuchując sprawdzaliśmy czy te kompozycje nie są zbyt nudne, czy nie ma za dużo np. gitar. 
Później skupiliśmy się na tym, żeby wszystko było nagrane w najlepszej jakości. Stąd też nagranie bębnów na żywo w Radio Gdańsk, gdzie jest genialna po prostu akustyka.
Poza tym na co dzień myślimy o naszej muzyce. Nie chcemy żeby brzmienie live było zupełnie różne od tego co robimy w studiu. 
Wiadomo, że w studiu można z muzyką zrobić dosłownie wszystko, ale potem wychodzisz na scenę i musisz to zagrać, a wtedy już nie jest tak kolorowo. Dlatego bardzo nam zależało, żeby płyta ta jak najbardziej była zbliżona do tego co prezentujemy na żywo; żebyśmy to dalej byli My. 
Ewa - A powiedz mi, które wydarzenie muzyczne miało dotychczas dla Was największe znaczenie? Może support przed Behemothem?
Olo - Było kilka takich momentów i oczywiście z najnowszych to będzie na pewno support przed Behemothem. Przede wszystkim dlatego, że graliśmy w największych klubach wypełnionych nawet kilkoma tysiącami osób. 
Ale były też niezapomniane występy plenerowe. Na przykład kiedy byliśmy na "Brutal Assault" nie graliśmy na głównej scenie, tylko na scenie, która była takim dość pojemnym barakiem. Kiedy zaczynaliśmy seta w sali było może 200/300 osób, ale z biegiem czasu sala zaczęła się zapełniać. Mimo iż w tym samym czasie na głównej scenie grał zespół Napalm Death wiele osób wybrało nas i z tego co mówili nie zawiedliśmy ich.

Ewa - Wasza strona internetowa jest prowadzona w języku angielskim. Czy chcecie trafić przede wszystkim do zagranicznych fanów waszego gatunku?
Olo - Wydaje mi się, że strona powinna być pisana i po polsku i po angielsku, ale jeśli rzeczywiście pisana jest tylko po angielsku to wynika to z faktu, że mamy za granicą sporą grupę fanów. Mieliśmy nawet ostatnio taką sytuację na facebooku. Pisaliśmy po polsku i ludzie sami zaczęli nam zwracać uwagę "Hej, piszcie po angielsku bo nic nie rozumiemy". Więc to nie jest z naszej strony kwestia gwiazdorstwa tylko reagowanie na potrzeby naszych fanów, których mamy na całym świecie nawet w Iranie.
Ewa - A trasa koncertowa z zespołem Tides From Nebula - przyznaj, że to dość specyficzne połączenie gatunkowe.
Olo -  Od wielu lat znamy się z chłopakami i lubimy razem grać, zresztą to jest nasza trzecia wspólna trasa.
Nie pamiętam już jak to było na początku, skąd pomysł na takie połączenie, ale najważniejsze jest, że to zadziałało. Ludzie, którzy przychodzą na koncerty chcą trochę Nas, trochę ich a bawią się dobrze na całej imprezie.
Ewa - Na zakończenie powiedz mi jeszcze jak wyglądają plany na przyszłość Obscure Spinx.
Olo - W tym roku nasze plany to na pewno koncertowanie. Natomiast w przyszłym roku zaczniemy myśleć o nowej płycie. Zaczniemy pisać i tworzyć nowe rzeczy, ale kiedy się wyklaruje z tego materiał to nie wiadomo. Nie mamy wytwórni, która kazałaby nam wydać płytę w konkretnym terminie dlatego wydamy ją kiedy będziemy czuli że jest świetna.
Ewa - Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

sobota, 29 marca 2014

Dwoistość dźwięków w wykonaniu Dualiti.

Wiem, wiem... znów mnie tu wczoraj nie było, ale wynagrodzę Wam to relacją z wczorajszego koncertu zespołu Dualiti. Miałam przyjemność przybyć na miejsce koncertowe na tyle wcześnie, żeby podpatrzeć trochę kulis tego wydarzenia i zaraz zdradzę Wam kilka pikantnych szczególików :)
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy od razu po zejściu na dolny poziom Klubu Muzyczna Meta to zmieniony wręcz nie do poznania klimat. Od razu czuło się rodzinną wręcz intymną atmosferę stworzoną przez światła, ustawione blisko sceny stoliki z krzesłami oraz wszechobecny dym wytwarzany na potrzeby imprezy.
Kolejną rzeczą, która nie mogła umknąć mojej uwadze, było profesjonalne zaplecze techniczne. Dla tych, którzy nie wiedzą albo nie przeczytali w poprzednich moich wpisach przypominam, że podczas wczorajszego koncertu nagrywana była płyta live, w związku z tym sala pełna była operatorów kamer. Panowie dwoili się i troili, żeby ustawić swoje kamery w jak najlepszych pozycjach. Oczywiście tam gdzie odbywa się tak dobrze zapowiadająca się impreza nie mogło zabraknąć również fotografów i to dzięki jednemu z nich, a dokładnie dzięki Zbyszkowi będziemy mieli na blogu zdjęcia z koncertu Dualiti.
Kontynuując temat technicznego zaplecza imprezy nie można pominąć osoby nagłośnieniowca, którym tym razem był nasz stary znajomy Mikołaj Kopeć; znany szerszej publiczności ze współpracy z zespołem Habakuk.
Pewnie zastanawiacie się dlaczego tyle miejsca i uwagi poświęciłam opisowi zaplecza tej imprezy. Otóż pierwszy raz widziałam tak dobrze przygotowany koncert i to nie tylko od strony muzycznej ale i właśnie technicznej.
Idąc jednak za radą co za dużo to nie zdrowo przejdźmy do tematu, który pewnie interesuje Was najbardziej, czyli do samego występu muzyków.
Wstępem do imprezy była krótka zapowiedź w wykonaniu Piotra "Jacksona" Wolskiego. Dowiedzieliśmy się między innymi skąd pomysł na współpracę z Michałem "Majki" Dworeckim i gdzie Panowie się w ogóle poznali.
Swoim wystąpieniem Piotr zgrabnie wprowadził nas w klimat całego koncertu, który był ucztą dla moich uszu.


Jak widzicie na powyższym zdjęciu całość występu muzycznego wspierana, albo raczej dopełniana była wizualizacjami wyświetlanymi na niewielkim rogowym ekranie. Natomiast sami muzycy od pierwszych taktów przenieśli Nas w swój niesamowicie klimatyczny świat.


To że koncert ten był muzycznym wydarzeniem tego miesiąca a może i całego roku to nie ulega wątpliwości.  Panowie żyją muzyką a nie ją odgrywają, a co najciekawsze tą swoją muzykalnością zarażają słuchaczy.
Mimo kameralnych warunków tego koncertu widownia bawiła się wyśmienicie. Jedni klaskali w rytm wybijanych przez "Jacksona" rytmów, inni kołysali się do melodii granych na gitarze przez "Majkiego". Zresztą wśród całej zgromadzonej publiki nie dało się zauważyć ludzi, którzy na rytmy płynące ze sceny reagowali by obojętnie.
Jeśli dobrze przyjrzycie się pierwszemu zdjęciu to dostrzeżecie na scenie dwa zestawy perkusyjne, z których "Jackson" co rusz wydobywał niesamowite wręcz dźwięki. Szczerze pisząc nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jeden człowiek, stojąc a nie siedząc "jak przystało na perkusistę" jest w stanie wydobyć z perkusji takie dźwięki. Każdy utwór nasycony był wybijanymi z ogromną pasją rytmami okraszonymi lekkimi gitarowymi dźwiękami i wokalem który łagodził całość kompozycji.


We wstępnych słowach Jackson mówił, że przed Dualiti jeszcze bardzo dużo pracy, że to dopiero ich debiut, ale myślę że dla każdego słuchacza wczorajszego występu jasne jest jedno - ta muzyka już dziś trafia nam prosto do serca.
Czekamy na kolejne ruchy tego duetu i mamy nadzieję, że będziemy znów mogli być częścią tego niesamowitego muzycznego pokazu.

czwartek, 27 marca 2014

Kartki z koncertowego kalendarza

Za oknem już ciemno, a u mnie dzień w pełnym rozkwicie. Nie wiem czy mieliście tą przyjemność, ale ja byłam dziś świadkiem przepięknego wschodu słońca. Na niebie pojawiło się mnóstwo fantastycznych kolorów, które przeplatały się z sobą tworząc tło dla wyłaniającego się zza horyzontu słoneczka. Nawet teraz kiedy sobie to przypominam czuje ciepełko na plecach :)
Zostając w tym pozytywnym nastroju zerkamy do koncertowego kalendarza.
No i co my tu mamy?
Otóż już jutro o godzinie 20-tej stawiamy się obowiązkowo na koncercie zespołu DUALITI. Przypominam, że koncert ten odbędzie się w częstochowskim Klubie Muzyczna Meta i my tam będziemy :)
Mało tego, mogę Wam nieoficjalnie donieść, że jestem po wstępnych rozmowach z muzykami z Dualiti i chyba zgodzą się być moją kolejną wywiadowczą ofiarą :)
Natomiast dzień później, czyli w sobotę zapraszam do Teatru From Poland gdzie na scenie zobaczycie i usłyszycie zespół Tides From Nebula oraz supporty w wykonaniu zespołów Obscure Sphinx i Besides.
Ten koncert rozpocznie się o godzinie 19-tej.
Dla zaostrzenia apetytu posłuchajcie jednego z utworów, którego miejmy nadzieję nie zabraknie na koncercie. Tides From Nebula w utworze Only With Presence
https://www.youtube.com/watch?v=n9_pIla12qA

Jeśli nie będziecie mogli wyrwać się z domu w ten weekend a jesteście miłośnikami szeroko pojętej muzyki reggae to i dla Was coś się znajdzie ;)
Otóż w poniedziałek 31 marca w Klubie Rura gościć będziemy Kamila Bednarka.
Wiem, wiem ... większość z Was powie teraz, że to komercja, że co ja tu proponuję, ale .... ja tam lubię czasem go posłuchać. I sądząc po tym jak szybko rozchodzą się bilety na ten koncert nie jestem jedynym słuchaczem jego twórczości ;)
No i nie mogę sobie odmówić tej przyjemności i na przekór wszystkim metalowym czytelnikom mojego bloga wrzucam utwór zaśpiewany przez Kamila, ale z czasów kiedy jeszcze nie był  marionetką w rękach wytwórni, producentów i managerów.
https://www.youtube.com/watch?v=oEV-j2xKyqE

Mam nadzieję, że któraś z propozycji koncertowych Wam odpowiada i będziemy mogli się spotkać po sceną. Tymczasem pozwólcie, że zajmę się przygotowywaniem obiadokolacji - dziś serwuję sałatkę z kurczakiem i makaronem z delikatną nutą sosu czosnkowego. Mam nadzieję, że mężowi zasmakuje ;)
Miłego wieczoru Wam życzę i udanego jutrzejszego dnia :) 


środa, 26 marca 2014

Gazpacho nie tylko na obiad ;)

Hello, pewnie już traciliście nadzieję na pojawienie się dzisiejszego wpisu, a tu proszę - niespodzianka :)
A tak poważnie to przepraszam Was za te luki w pisaniu, ale naprawdę ostatnio mam bardzo dużo obowiązków którym muszę i chcę sprostać.
Dziś na przykład od rana użerałam się z nie wiedzieć czemu nienaturalnie przegłodzonymi klientami, którym wydawało się, że są nie na stacji paliw tylko w restauracji. Tak mnie wymęczyli, że do domu szłam prawie na czworakach, nie mówiąc o tym że sama prawie padłam z głodu ;) Obiad plus, półgodzinna drzemka plus energetyk postawiły mnie do pionu na tyle, że udało mi się dotrzeć na próbę Twin Head Tom'a. No i tu znów trzeba było ciężko pracować, bo taryfy ulgowej nie ma dla nikogo. Owocem tej pracy jest szkielet nowego kawałka nie wspominając o zdartym opuszku palca i kilku otarciach od basu na mojej ręce ;)
Ale dość już o mnie, skupmy się raczej na głównym temacie dzisiejszego wpisu.
A dziś będzie delikatnie progressive rockowo za sprawą grupy o jakże przyjemnej nazwie GAZPACHO.
Zespół ten pochodzi z Norwegii, a swą działalność rozpoczynał od kapeli pod nazwą Delerium założoną przez grupę przyjaciół z dzieciństwa.
Czy Was też zainteresowała nazwa Gazpacho?Przecież gazpacho to tradycyjna hiszpańska zupa pomidorowa ...
Poszperałam trochę w internecie i okazało się, że Gazpacho jest przygotowywana z wielu składników, w każdym domu trochę inaczej i nigdy nie smakującej tak samo. Muzycy uznali więc, że opis tej potrawy doskonale opisuje nieprzewidywalność ich muzyki.
Po takiej reklamie czas na pierwszą dźwiękową próbkę ich twórczości. Proponuję utwór Black Lily, tak na dobry początek ;)
http://www.youtube.com/watch?v=vcbFeFt82E4


Zespół ma na swoim koncie kilka long play-ów ale ja dziś chciałabym skupić się na najnowszej i według mnie najlepszej odsłonie zespołu - mianowicie krążku Demon.
Premiera tego krążka odbyła się kilka dni temu, dokładnie 17-go marca. "Demon" opowiada historię pewnego manuskryptu pozostawionego przez tajemniczą postać w praskim mieszkaniu. Manuskrypt opisuje wpływ mrocznej siły oraz zło, jakie wyrządził tytułowy demon.
Brzmi to dość mrocznie i trochę bajkowo, ale za płytami Gazpacho zawsze kryła się jakaś tajemnicza historia.
Cała płyta jest muzyczno dźwiękowym eksperymentem przez co nawet w oczach samych muzyków uchodzi za najbardziej skomplikowaną i najdziwniejszą w ich dotychczasowej karierze.
Proponuję w tym miejscu odsłuchać fragment najbardziej różnorodnego stylistycznie utworu tej płyty mianowicie "The Wizard Of Altain Mountain"
http://www.youtube.com/watch?v=roxrM-6n-zM


Cała płyta "Demon" składająca się z czterech utworów tworzy tak niesamowity klimat, że nie ma siły, która byłaby w stanie odciągnąć nas od źródła dźwięku :)
Totalna wciągająca psychodela .... tyle w ramach komentarza z mojej strony. A co Wy sądzicie o tej grupie i ich najnowszym krążku? 
Zanim wydacie ostateczną opinię w tej sprawie posłuchajcie utworu którym skończę dzisiejszy wpis "Death Room"
http://www.youtube.com/watch?v=5YF9fEGbTLA


Lubię się czasem dać ponieść takim tajemniczym muzycznym klimatom .... dodaje ten zespół do listy ulubionych i zmykam spać. W sumie to pobudka za cztery godziny więc może nie warto już zasypiać :) 
Tak czy inaczej życzę spokojnej nocy :)

niedziela, 23 marca 2014

DUALITI - koncertowa odsłona numer jeden

Dzień dobry Panie i Panowie :)
Cztery godziny snu za mną więc nie gniewajcie się jak dzisiejszy wpis będzie w pół po polsku a w pół po grecku :P
W sumie mogłabym sobie odpuścić dzisiejszy wpis bo jestem po nocnej zmianie i przed bo wieczorem znów tuptam do pracy, ale pomyślałam, że nie mogę Wam tego zrobić ;)
Chciałam zaprosić Was dzisiaj na zapowiadający się genialnie koncert zespołu DUALITI.
Co to za twór? Otóż już spieszę donieść, że Pan Piotr Wolski znany pod pseudonimem Jackson oraz jego muzyczny przyjaciel Michał "Majki" Dworecki postanowili oczarować nas dźwiękami.
Wiosna to taki okres kiedy wszystko budzi się do życia; roślinki, zwierzątka i ludzie :) I właśnie w tym okresie rozkwitu pojawił się DUALITI.


Czego możemy się spodziewać na scenie?
Sami muzycy określają to w następujący sposób: Muzyczny mix z elementami grunge,world music electronic spice, jazz, rock dobarwiony projekcjami multimedialnymi stworzonymi z dzieł interesujących malarzy i fotografików których prace związane są z wyobraźnią, ludźmi, otaczającą nas naturą.


Premierowy koncert odbędzie się już w najbliższy piątek 28-go marca w Częstochowskim Klubie Meta. Start imprezy o godzinie 20- tej. 
Mam dla Was również miłą niespodziankę - w trakcie piątkowego koncertu nagrana zostanie płyta live. 
W związku z powyższym wszyscy będziemy mieli okazję dorzucić energetyczną cegiełkę do tego muzycznego wydarzenia.

Ja się tu rozpisuję, zachęcam, a najlepiej będzie jeśli na koncert zaproszą Was sami sprawcy tego zamieszania czyli DUALITI:



 Podsumowując - widzimy się wszyscy w piątek w Muzycznej Mecie o godzinie 20 -tej uzbrojeni w pozytywne nastawienie i otwarte umysły :)

piątek, 21 marca 2014

Farben Lehre kameralnie

Z okazji wiosny, która już w pełni zagościła za naszymi oknami mam dla Was niespodziankę. 16-go marca w Gomunicach odbył się koncert zespołu Farben Lehre, na który wysłaliśmy naszego redaktora do spraw specjalnych Michała Kołodziejczyka. I właśnie jego relację z tej imprezy pozwolę sobie dzisiaj dla Was zaprezentować.

"Kameralne punky reggae party"

Klub Bogart w Gomunicach to niezwykłe miejsce. Mimo iż położony jest na skraju niewielkiego miasteczka to tętni koncertowym życiem. 
Na przestrzeni ostatnich lat grała tu czołówka polskich artystów, a lokalizacja klubu poza miastem ma swoje plusy. Koncerty organizowane w Bogarcie urastają do rangi wydarzenia regionalnego. Podobnie było w przypadku występu dobrze znanej grupy Farben Lehre.
Prócz stałych bywalców, przed klubem zaparkowały samochody z Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego, Radomska, Częstochowy, Włoszczowej czy nawet z Myszkowa. Fani zjechali ze wszystkich stron przemierzając często sporo kilometrów, aby zobaczyć koncert swojej ulubionej kapeli.
Przed główną gwiazdą wieczoru, wystąpił młody zespół z wielkopolski, Usta Mariana. 


Czterech sympatycznych chłopaków starało się rozgrzać i pozytywnie nastroić zgromadzoną w Bogarcie publiczność. Ciężki chleb zespołów otwierających koncert jest powszechnie znany, jednak w tym przypadku z każdym utworem publika coraz śmielej i żywiej reagowała na muzykę dobiegającą ze sceny. Solidne brzmienie i wykonanie, punkowa energia zespołu oraz żywiołowy wokalista sprawiły, że Usta Mariana pozytywnie zapiszą się w pamięci uczestników koncertu. Oprócz własnego repertuaru, mogliśmy usłyszeć między innymi punkowy klasyk Blitzkrieg Bop z repertuaru The Ramones, wariację na temat przeboju grupy The Press – Bo jo cie Kochom (przerobione na bo jo wóde chlom) oraz balladę z kategorii tych „ulicznych” czyli piosenkę o kwiatach. Zainteresowanych twórczością zespołu, wokalista odesłał do strony internetowej na której można posłuchać utworów z debiutanckiej płyty http://ustamariana.pl/. Usta Mariana żegnane oklaskami, sprawnie spakowały swój sprzęt i tym sposobem rozpoczęło się niecierpliwe wyczekiwanie na główny punkt wieczoru.
"Cześć jesteśmy Farben Lehre, życzymy dobrej zabawy!" –przywitał się Wojtek Wojda, wokalista Farbenów. 
Set zespołu rozpoczął utwór Sztylet. Nie zwalniając tempa usłyszeliśmy Kontrasty oraz Achtung, z wydawnictwa o tej samej nazwie z 2012 roku. Od pierwszych dźwięków płynących ze sceny wiadomo było, że publika nie będzie się oszczędzała. Pogo z każdą piosenką zataczało coraz szerszy krąg wtajemniczonych i kończyło się mniej więcej w połowie sali.
Płocki zespół słynie ze swojej aktywności koncertowej i fonograficznej, w końcu wydali 13 płyt :) Jednak mimo tak dużego dorobku płytowego zespół nie zapomina o swoich starszych przebojach. Gomunicka publiczność miała okazję usłyszeć bujające Nowe Helikoptery, wykrzyczeć to co myśli o Judaszu czy pochwalić się nowo zakupionymi Spodniami z GS-u. 
 
Wobec ostatnich wydarzeń na świecie nikt nie może przejść obojętnie. Temat Ukrainy został poruszony przy okazji piosenki Snukraina. Wojtek podzielił się swoimi pragnieniami aby Ukraina w końcu zmieniła się w piekną Snukrainę. Nieco zmodyfikowany oryginalny tekst utworu, poprzez dodanie frazy o tym, że Majdan nie śpi, świetnie wyraził to co czuliśmy obserwując walkę o normalne życie naszych wschodnich sąsiadów. Lecz licho też nie śpi co potwierdziły późniejsze wydarzenia…

Zabawa trwała w najlepsze. Ze sceny popłynęły dobrze znane dźwięki takich utworów jak Pasja, Zbrodnia i wiara, Terrorystan czy Anioły i demony. Nie zabrakło również nieco spóźnionych ale szczerych życzeń dla wszystkich pań z okazji dnia kobiet. Dla damskiej części publiczności został zadedykowany kawałek Femina. Wokalista Farbenów zdradził nam, że jest poważnie chory… na całe szczęście na trzy Kolory. Młodsza część publiczności ochoczo ruszyła do zabawy słysząc charakterystyczny riff Matury. 
Nie da się nie wspomnieć o znakomitej formie zespołu, który pomimo małej przestrzeni na scenie dał niezłego czadu. Wojtek podkręcał ludzi do zabawy w swoim charakterystycznym stylu, Konrad Wojda szalał z gitarą, kilkukrotnie dzieląc mikrofon z fanami, zaś Filip Grodzki na basie oraz Adam Mikołajewski za perkusją, solidnie i równo napędzali całą koncertową maszynę.
Kto z was był w tamtym roku na Woodstocku? – padło pytanie do publiczności. O dziwo ręce podniosła 1/3 osób zgromadzonych w klubie. Jedną z głównych atrakcji zeszłorocznego Przystanku Woodstock był Projekt PUNK, przygotowany przez Farben Lehre oraz specjalnych gości. (Niebawem ma się ukazać DVD z tego koncertu, a obecnie jest dostępna płyta z klasykami polskiego i światowego punk rocka - przypis redaktora). Tym razem publiczność została zaproszona na festiwal w Jarocinie, gdzie Farbeni zaprezentują kolejną koncertową odsłonę tego projektu. Próbkę mogliśmy usłyszeć już w Gomunicach. Zabrzmiały numery z repertuaru The Analogs Pierdolona era techno, KSU Pod prąd, Defektu Muzgó Wszyscy jedziemy… z tradycyjnymi pozdrowieniami dla Siwego.

 Podczas grania utworu Armii Niezwyciężony, dało o sobie znać niezasypiające licho. W klubie wysiadł prąd. Przez ok. 10 minut w ciemności przy lekkim blasku zapalonych świec, ludzie zaczęli snuć teorie spiskowe. Niektórzy krzyczeli, że spalił się wzmacniacz, zaś co bardziej odważniejsi twierdzili że Władimir Putin odciął prąd, w odwecie za głośne wsparcie walki Ukraińców. Na szczęście, właścicielowi Bogarta, awarię szybko udało się usunąć i bisy mogły trwać dalej. 
Pożegnalnym kawałkiem tego koncertu był utwór Aura, po którym publiczność długo jeszcze oklaskiwała zespół.

Zmęczeni lecz uśmiechnięci fani, zaczęli powoli opuszczać klub. 
Niektórzy posilali się jeszcze miejscową, kuszącą zapachami pizzą, zaś co wytrwalsi czekali na autografy lub wspólne pamiątkowe zdjęcia z zespołem. Sporym zainteresowaniem cieszył się również farbenowy kramik, w którym można było nabyć między innymi takie rarytasy jak winylowe wydawnictwa ostatnich płyt.
Niedzielny wieczór w Gomunicach z pewnością trzeba zaliczyć do udanych. Farben Lehre jak zawsze zabójczo skuteczne zarazili wszystkich swoim pozytywnym nastawieniem. Po raz kolejny pokazali, że radzą sobie świetnie zarówno na wielkiej festiwalowej scenie grając dla kilkuset tysięcy ludzi, jak i w niewielkim klubie grając dla kilku dziesięciu przybyłych osób . I między innymi za to kochają ich fani, gotowi przemierzać kolejne kilometry w poszukiwaniu wyśmienitej muzyki, wspanialej atmosfery i dobrej zabawy.

czwartek, 20 marca 2014

The Brew - krótko i na temat.

Słoneczny dzień za oknem, więc może by tak posłuchać rocka w fajnym wydaniu?
Odkryłam niedawno zespół, który urzekł mnie prostotą i naturalnością granej przez siebie muzyki. Zresztą zaraz sami posłuchacie kilku utworów kapeli THE BREW i zobaczycie jaki to przyjemny rodzaj rockowego grania.
The Brew to brytyjski zespół założony w 2006 roku, w którego skład wchodzą trzej muzycy: Jason Barwick, Kurtis Smith, Tim Smith.
Panowie są właśnie w trakcie europejskiej trasy koncertowej, która rozpoczęła się 5 marca i potrwa do 18 maja. W Polsce The Brew wystąpi 23.03 we Wrocławiu, 26.03 w Poznaniu, 27.03 w Gdańsku, 28.03 w Warszawie i 29.03 w Szczecinie.
Natomiast ja chciałabym się dzisiaj skupić na najnowszej płycie The Brew pod tytułem "Control". Krążek ten ukazał się dosłownie kilka dni temu, dokładnie 10 marca. Ciekawostką jest fakt, że tytuły dziesięciu utworów znajdujących się na płycie to słowa, które znaleźć można na przodzie wszystkich odtwarzaczy muzycznych. Na krążku "Control" znajdziecie między innymi utwory: "Repeat", "Pause", "Stop", " Play".
Zastanawiając się skąd pomysł zespołu na takie akurat tytuły zobaczyłam pierwsze zdanie, które znajduje się na książeczce dołączonej do płyty "Czasami musisz przejąć kontrolę". I to zdanie będzie chyba moim życiowym credo :) 
No to posłuchajmy sobie tej brytyjskiej grupy, na początek proponuję utwór "Repeat"
https://www.youtube.com/watch?v=RhOIbj92wKs



Myślicie, że da się tak sterować swoim życiem jak urządzeniem do odtwarzania muzyki? 
Fajnie by było w dniu kiedy nie mamy zupełnie siły móc sobie wcisnąć play i znów czuć 100% mocy. Przycisków na ciele nie posiadamy, a przynajmniej ja nie mam ;) ale mamy do dyspozycji muzykę The Brew, więc wrzucamy "Play":
https://www.youtube.com/watch?v=sdzwZib89Bs



Większość utworów na płycie to typowo rockowe, szybkie granie, ale panowie nie zapominają również o miłośnikach spokojniejszych dźwięków. Więc jeśli macie dzień w którym chcielibyście po prostu zluzować to wsuwacie płytę "Control" i puszczacie utwór "Stop". 
https://www.youtube.com/watch?v=G3AmN7-1M7k



Każdy utwór to oddzielna historia, która w połączeniu tworzy kilkunastominutową przyjemną całość.  
Mam nadzieję, że tak jak mnie Wam również ten zespół przypadł do gustu. Wygospodarujcie sobie trochę czasu i odsłuchajcie całą płytę - wrażenia jak najbardziej pozytywne :)